W obronie Okulickiego

Michał Wójcik

Redaktor naczelny miesięczników "Focus" i "Focus Historia" w latach 2006-2013

Właśnie mija 69. rocznica upadku Powstania Warszawskiego. To chyba dobra okazja na kilka dodatkowych słów o najgorętszej książce sezonu – „Obłęd ’44” Piotra Zychowicza - pisze we wstępie do październikowego numeru "Focusa Historia" redaktor naczelny Michał Wójcik.

Po jej ukazaniu się niektóre środowiska zawyły z oburzenia. Autor był flekowany równo przez dwa miesiące. I tak ma sporo szczęścia. Pomyje, jakie wylały się na jego głowę, pewnie byłyby znacznie większe, gdyby wydał książkę w przyszłym roku. Ale nie o tym dzisiaj. Dziś o Leopoldzie Okulickim, ostatnim dowódcy AK, który doprowadził do wybuchu Powstania.

Zychowicz poświęca mu kilka ostatnich rozdziałów, które należą do najbardziej kontrowersyjnych w całej książce. Idąc za tokiem myślenia profesorów Ciechanowskiego i Wieczorkiewicza, sugeruje bowiem, że ten spiżowy, pomnikowy dziś mąż, tak naprawdę był agentem NKWD, który celowo – pod dyktando Stalina – wywołał Powstanie i z premedytacją skazał miasto na zagładę.

Autor pisze, że wstrzymuje się od wyrażania własnej oceny. Chyba nie jest w tym przekonujący. Zychowicz stawia cztery hipotezy na temat Okulickiego. Wszystkie dla generała fatalne. Najgorsza to ta, że po załamaniu się w sowieckim więzieniu w 1941 r. Okulicki zdradził, stał się sowieckim agentem, a potem po wypuszczeniu na wolność dwoił się i troił, aby sprawie polskiej zaszkodzić. Ukoronowaniem jego misji było przekonanie bojaźliwego dowództwa AK do wywołania bezsensownych walk w Warszawie, by – jak śpiewał Muniek z T.Love – „Hitler i Stalin zrobili, co swoje”.

Na poparcie tej tezy Zychowicz przytacza szereg okoliczności, które układają mu się w zbiór poszlak. Ostatecznego dowodu nie ma, bo przecież – pisze – nie mamy dostępu do sowieckich archiwów, a tam pewnie jest „ten” kwit z podpisem. Cały jego wywód brzmi niezwykle sugestywnie. Miejscami naprawdę przekonująco. A jednak gdy się weźmie do ręki te same dokumenty, co Zychowicz, coś jest nie tak.

Czytając je słowo po słowie, można odnieść wrażenie, że naginanie źródeł do swojej tezy niepostrzeżenie stało się „przegięciem”. Te same dokumenty można bowiem odczytać zupełnie inaczej. Ot, weźmy na przykład kluczowe „własne zeznanie o działalności nielegalnej organizacji ZWZ”, które Okulicki napisał w maju 1941 r. Drobna uwaga: napisał je nie w sanatorium, lecz w sowieckim więzieniu, gdzie – jak wiemy – działy się rzeczy, o których nie śniło się nie tylko filozofom.

Zychowicz wyrokuje: to lektura niezwykle przykra. „Co bolszewicy w kilka miesięcy zrobili z dzielnego polskiego oficera... (...) Tym razem pułkownik ujawnił bowiem NKWD wszystko”. Czyżby? Mnie się wydaje, że więzień o nadwątlonym – nie zapominajmy – zdrowiu informuje tu o rzeczach znanych już oprawcom. Do tego ratuje życie, pisząc z przekonaniem, że w najbliższym czasie wybuchnie konflikt niemiecko-radziecki, a Polska powinna w nim stanąć u boku ZSRR. Taka wojna wybuchła, Polska stanęła po stronie Sowietów.

  • Kategoria: Wojny
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus 10/2013
  • c
Komentarze