"Zapach napalmu o poranku." Ogień masowego rażenia

Zdarzyło się, że skutki napalmu odczuli także żołnierze US Army. W grudniu 1950 r. bomba przez pomyłkę spadła na kilkunastu Amerykanów, których akurat otoczyli wspierający komunistyczną Północ Chińczycy. Fot. Getty Images

Ostatecznie postawiono tuzin japońskich domków (w rzędach po cztery, by imitować zabudowę japońskich miast), oraz sześć niemieckich domków (trzy w stylu nadreńskim i trzy takie, jakie buduje się w centralnych Niemczech). Wreszcie przeprowadzono testy: bombowce zrzucały tzw. bomby 69 z napalmem oraz – dla porównania – zapalające bomby termitowe tzw. M50 i M52. Okazało się, że przewaga napalmu jest miażdżąca, szczególnie w przypadku japońskich domów. Doprowadził do niekontrolowanych pożarów w ponad dwóch trzecich japońskich domów i ponad jednej trzeciej niemieckich.

HIT EKSPORTOWY

Jednak w pierwszej kolejności napalm znalazł zastosowanie nie w bombach, ale w miotaczach ognia. Do tego momentu nie używano ich w walce na większą skalę ze względu na to, że były mało skuteczne. Ich „wsad” stanowiła zwykła benzyna, która w większości wypalała się, zanim dotarła do celu. W efekcie miotacze można było stosować tylko przy odległości rzędu kilku metrów.

Fieser przekazał próbki napalmu do laboratorium Massachusetts Institute of Technology pracującego dla NRDC. Tam w trakcie testów odkryto, że napalm wystrzeliwał na kilka razy większą odległość. W rezultacie zastosowanie napalmu w miotaczach ognia zwiększyło ich zasięg do 45–70 metrów, a także zwiększyło ilość palnego środka dostarczonego do celu dziewięciokrotnie (w tradycyjnych miotaczach do celu docierało 10 proc. wystrzelonej benzyny, w napalmowych – 90 proc. użytego napalmu).

Po raz pierwszy miotaczy ognia wypełnionych napalmem użyto w sierpniu 1943 r. w tzw. Operacji Husky, czyli inwazji na Sycylię. Niebawem zaczęto wykorzystywać go do bombardowań. W październiku 1943 r. 13 tys. bomb z napalmem i środkami wybuchowymi zrzucono na fabrykę samolotów FockeWulf na wschód od Malborka. Kiedy wojskowi zobaczyli, jak wielką skuteczność mają bomby wypełnione nową substancją, przekierowali dostawy z wojsk lądowych do lotnictwa. W sumie na Niemcy zrzucono 500 tys. bomb z napalmem. Już w grudniu 1943 r. bomby zapalające, w tym te z napalmem, stanowiły 40 proc. wszystkich zrzuconych przez amerykańskie lotnictwo w Europie. Jeszcze w styczniu 1943 r. tylko jedna fabryka produkowała napalm w USA. Pod koniec roku było ich już dziewięć. Dostawy wzrosły z 250 ton proszku w 1943 r. do 4000 ton w 1944 r. i 6000 ton w 1945 r. Popyt na nową substancję był tak duży, że już od lata 1944 r. jej dostawy od razu kierowano do portów w Normandii, by zaoszczędzić czas.

TEN ZAPACH BYŁ TROCHĘ SŁODKAWY

Jeszcze większą rolę żel zapalający odegrał w złamaniu oporu Japończyków. W wojnie na Pacyfiku chrzest bojowy nowej broni nastąpił 15 grudnia 1943 r. Wówczas amerykańscy żołnierze wykorzystali go do „wykurzenia” obrońców z jaskini znajdującej się na wyspie Pilelo niedaleko Papui-Nowej Gwinei. Japończycy często chowali się w jaskiniach i odmawiali poddania się. By im to uniemożliwić, zwiększono liczbę miotaczy ognia z napalmem będących  w dyspozycji każdego oddziału amerykańskiej armii w Azji, ze 141 w czerwcu 1944 r.do 243 w lutym 1945 r.

Pierwszy atak lotniczy wykorzystujący żel zapalający przeprowadzono 15 lutego 1944 r. Bomby spadły na miasto Pohnpei, stolicę jednej z wysp należących do Skonfederowanych Stanów Mikronezji. Jednak dowództwo armii USA bardzo długo broniło się przed masowymi nalotami na japońskie miasta i zrzucaniem bomb z napalmem. Z wcześniejszych testów wiadomo było, że zbudowane w większości z drewna i papieru japońskie miasta mogłyby zostać spalone na popiół. Roosevelt podkreślał wielokrotnie, że naloty na cele cywilne to barbarzyństwo, którego Amerykanie nie zamierzają popełniać. Przez większość wojny starali się więc w miarę możliwości precyzyjnie uderzać w cele wojskowe (Brytyjczycy nie mieli takich oporów i urządzali niemieckim miastom dywanowe naloty). Jednak w Azji takie naloty były bardzo trudne ze względu na silne wiatry i chmury, które zasłaniały cele (amerykański generał Curtis LeMay szacował, że średnio tylko przez trzy–cztery dni w miesiącu pogoda w Japonii umożliwiała dokładne bombardowanie).

  • Kategoria: Wojny
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus Historia 4/2016
  • c
Komentarze