Polak potrafi... dać nogę

Andrzej Fedorowicz

Dziennikarz, współpracownik organizacji pozarządowych, prowadzi szkolenia oraz projekty internetowe. Specjalizuje się w tematyce kryminalnej.

Podczas II wojny światowej dla polskich jeńców nie było „mission impossible”

Uciekając z sowieckiego obozu, porucznik Sławomir Rawicz pokonał pieszo 6,5 tys. kilometrów z Syberii do Indii. Stamtąd trafił do polskiej armii na Bliskim Wschodzie, a następnie został pilotem RAF-u. Po wojnie opisał swoją wędrówkę. Niektórym do dziś trudno w nią uwierzyć.

Z obozu karnego w twierdzy srebrnogórskiej, przeznaczonego dla szczególnie niebezpiecznych jeńców, uciekło kanałami 10 polskich oficerów. Trzem z nich udało się przedostać aż do polskich wojsk w Syrii. Takich niesamowitych historii jest więcej. Wśród nich nawet opowieści uciekinierów z Katynia...

W SERCU III RZESZY


Jeszcze przed wojną Niemcy ustalili, że wzięci do niewoli oficerowie wojsk lądowych trafią do oflagów (Offizierslager), a podoficerowie i szeregowi do stalagów (Stammlager). Osobne obozy przeznaczono dla oficerów i żołnierzy lotnictwa oraz marynarki. Dla szczególnie niebezpiecznych jeńców stworzone zostały obozy specjalne. Po przegranej kampanii wrześniowej do niemieckiej niewoli dostało się około pół miliona polskich żołnierzy. Ci, którzy trafili do armii z poboru, zostali zwolnieni. W obozach jenieckich zamknięto 18 tys. oficerów i 60 tys. żołnierzy, których Niemcy uznali za szczególnie groźnych.

Zostali oni osadzeni w 23 obozach na terenie Niemiec i Czech, z dala od dawnej polskiej granicy. Pilnowało ich wojsko. Obozy otoczono drutami kolczastymi. W sąsiednich miejscowościach zorganizowano sieci „społecznych donosicieli”, którzy mieli informować władze o podejrzanych osobach w okolicy. W obozach instalowano mikrofony, mające wykrywać próby wykonywania podkopów. W nocy strażnicy robili „naloty świetlne” – każdy, kogo zauważono w blasku reflektora, mógł zostać zastrzelony. W barakach mieszkalnych przeprowadzano ciągle rewizje. Jeńcy w tajemnicy planowali ucieczki, fałszowali dokumenty, zbierali walutę, rysowali mapy, szyli odzież, gromadzili prowiant, uczyli się języka i nawiązywali kontakt z członkami ruchu oporu. Niebawem zaczęła się próba sił między jeńcami a ich strażnikami.

RURAMI I ROWERAMI


Oflag VIII B Silberberg (Srebrna Góra) przeznaczono dla najbardziej niepokornych jeńców. Do tej potężnej twierdzy, zbudowanej w Górach Sowich, od grudnia 1939 r. zwożono polskich oficerów i podoficerów. Dwa skalne forty – Spitzberg (Ostróg) i Hohenstein (Wysoka Skała) – miały odizolować ich od świata. Jednak już po paru tygodniach niewoli znaleźli się śmiałkowie, którzy postanowili uciec. Odkryli, że system kanalizacji, odprowadzającej deszczówkę z fortów, ciągnie się dużo poniżej murów. Poszerzając kanały odpływowe, zdołali wykopać przejście, którym na początku maja 1940 r. wydostało się 10 żołnierzy.

Siedmiu z nich zostało schwytanych tuż po ucieczce. Jednak podporucznikom Janowi Gerstelowi, Felicjanowi Pawlakowi i Tadeuszowi Wesołowskiemu udało się przedostać przez Czechy, Słowację i Węgry aż do Hims w Syrii. Tam zasilili polską Samodzielną Brygadę Strzelców Karpackich. W 1941 r. Oflag VIII B Silberberg zamknięto, a jeńców przeniesiono. Niemcy zaczęli zaś poważnie obawiać się fantazji Polaków.

Podporucznik kawalerii Jerzy Stecki był więziony w Oflagu VII A w bawarskim Murnau. Zauważył, że żołnierze z wyżej położonych koszar przyjeżdżali do obozu na rowerach, które zostawiali w przedsionku komendy. Strażnicy ich nie kontrolowali. Stecki zamówił więc u kolegów z obozowej pracowni teatralnej uniform wartownika. We wrześniu 1941 r., przebrany w ten mundur, zakradł się do komendy, skąd wyjechał już na rowerze. Jadąc koło wartowni, podniósł rękę w hitlerowskim pozdrowieniu. Po chwili był za bramą obozu.

Po kilku kilometrach przebrał się w lesie w cywilne ubranie i ruszył ku najbliższej stacji kolejowej. Tam kupił bilet do Budapesztu, skąd ruszył na piechotę w kierunku Polski. Był już blisko słowackiej granicy, gdy został znaleziony przez węgierskich wieśniaków i wydany policji. Wrócił do obozu Murnau, gdzie czekał go przewidziany za ucieczkę 14-dniowy areszt. Jednak dowódca był pod takim wrażeniem eskapady Steckiego, że darował mu karę.

W równie teatralny sposób 19 marca 1942 roku uciekło z oflagu II C Woldenberg (koło dzisiejszego Dobiegniewa na Pomorzu) pięciu jeńców. Wyprowadził ich z obozu przebrany za wartownika i uzbrojony w drewniany karabin kapitan Zdzisław Pacak-Kuźmirski. Jemu ucieczka się udała. Kilku innych zbiegów wpadło. Był wśród nich wielokrotny uciekinier podporucznik Bernard Drzyzga. Powiodło mu się dopiero za trzecim razem – w maju 1942 r. Zbiegł podczas prac przy ścince drzew.

UCIECZKA TO POCZĄTEK

  • Kategoria: Wojny
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze