Kto chciał się wzbogacić w czasie Powstania Warszawskiego

Powstanie warszawskie, miało też swoje ciemne strony. Nawet w powstańczych szeregach znaleźli się tacy, którzy mordowali bezbronnych i grabili ich własność. Nie wszystkich dosięgła sprawiedliwość.

Jak wyglądało życie w Warszawie przed powstaniem, można dowiedzieć się z „Kroniki wydarzeń na terenie m.st. Warszawy od 1 sierpnia 1942 r. do 30 kwietnia 1944 r.", przechowywa­nej w Archiwum Akt Nowych (AAN). Rejestrowane co dzień przez granatową policję zdarzenia były opracowywane także dla Państwowego Korpusu Bez­pieczeństwa (czytaj dalej: Powstańcza policja) podlegającego Delegaturze Rzą­du. Z kroniki dowiadujemy się, że co­dziennie dochodziło do kilku zabójstw; zabijali Niemcy, ale likwidowani byli też konfidenci, agenci gestapo i niemieccy funkcjonariusze; od policyjnych kul gi­nęli złodzieje i bandyci. Codziennie były napady, najczęściej z bronią. Bandyci by­wali przebrani w niemieckie mundury, rabowali, szukali Żydów. Co kilka dni odnotowywano szantaże wobec ludzi żydowskiego pochodzenia. Zatrucia bimbrem to też codzienność.

W kwietniu 1944 r. były 146 napa­dy rabunkowe, a więc prawie 5 dzien­nie. Odnotowano też 274 kradzieże z włamaniem, 827 bez włamania i 990 kieszonkowych. Warszawa była zatem miastem podwójnie niebezpiecznym: z jednej strony terroryzowali miesz­kańców Niemcy, a z drugiej przybywało bandytów, ludzi zdemoralizowanych.

STARE MELDUNKI

Podczas powstania nie było lepiej. Dokumenty Służby Śledczej Państwowe­go Korpusu Bezpieczeństwa, zachowane w AAN, to tylko 152 karty, czasem trud­ne do odczytania.

Najczęściej dotyczą Śródmieścia Warszawy. Często na kilku stronach omawiana jest jedna konkretna sprawa. Ale nawet z tej ubogiej zachowanej dokumentacji, tworzonej na gorąco przez powstańczą policję, można się dowiedzieć, z jakimi pro­blemami borykały się służby mające pilnować przestrzegania prawa w warunkach zbrojnego powstania w wielkim mieście.

21 września 1944 r. „Tomaszewski" (Włodzimierz Lecho­wicz), naczelnik Urzędu Śledczego miasta stołecznego War­szawy, pismem oznaczonym jako „poufne" zawiadomił do­wódcę plutonu żandarmerii mającego siedzibę na ul. Mokotow­skiej 54, iż otrzymał „niepotwierdzoną" informację. Wynikało z niej, że kapral „Robot" i strzelec „Igor" z batalionu „Iwo", kwaterującego na ul. Hożej 42 i zajmującego pozycje na pierw­szej linii walk na ul. Nowogrodzkiej, „uprawiają nagminnie rabunek mieszkań osób cywilnych wysiedlonych z ul. No­wogrodzkiej ze względu na warunki bojowe". Inny żołnierz z tego oddziału miał podobno mieszkanie na ul. Wspólnej 7, w którym rzekomo były przechowywane „rzeczy z rabunku".

Z kolei 25 września 1944 r. z Komisariatu VIII PKB przy ul. Śliskiej do naczelnika „Tomaszewskiego" skierowano mel­dunek zawiadamiający, że 23 i 24 tego miesiąca w okolicach placu Grzybowskiego pojawiła się „banda" licząca ok. 10 ludzi z opaskami „WP" na ramionach. W dzień rabowali opuszczone mieszkania, sklepy, piwnice. „Robią to pod pozorem rzekomych rekwizycji przez wojsko", choć nie należeli do AK. Autor mel­dunku (prawdopodobnie kierownik Komisariatu VIII „Józef Savari", cieszący się dobrą opinią zarówno wśród mieszkańców, jak i przełożonych) informował, że niewiele może zrobić, bo komisariat nie ma broni, z kolei na posterunku żandarmerii na ulicy Siennej 57 brakuje ludzi.

Najwyraźniej pracujący „po cywilnemu" agenci śledczy z VIII Komisariatu ustalili, kim są ludzie działający w okoli­cach placu Grzybowskiego, gdyż już 26 września kierownik Agentury Śledczej „Adam Jezierski" meldował naczelnikowi Urzędu Śledczego, że nie stwierdził, aby grasowała tam jakaś zorganizowana „banda". To, co się działo w okolicach placu Grzybowskiego, ocenił inaczej, choć również pesymistycznie. „Wypadki rabunków i grabieży są istotnie częste, ale w celu jedynie zdobycia żywności zarówno przez ludność cywilną, jak i wojsko". W tej samej sprawie inny funkcjonariusz śledczy („Jurek Zbiegły") oceniał, że ludność cywilna nie „rabuje". Natomiast „dość często" rabują sklepy i piwnice „żołnierze z opaskami AK".

  • Kategoria: Wojny
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus Historia 8/2014
  • c
Komentarze