II wojna światowa i kobiecy pułk bombowy

Jewdokia Bierszanskaja (po lewej), Maria Smirnowa (stoi) i Polina Gelman (po prawej) zostały wielokrotnie odznaczone. Przeżyły wojnę. Wikipedia Commons

To był ewenement na skalę światową. Podczas II wojny światowej Rosjanie stworzyli kobiecy pułk bombowy. Niemcy szybko nauczyli się go bać…

I nagle… Co to jest, ostrzał!? – wykrzyknęła sowiecka lotniczka Raisa Aronowa. – Wokół samolotu gęstym deszczem zamigotały różnokolorowe ogniste paciorki. Dobiegło nas złowrogie gdakanie działek przeciwlotniczych, w powietrzu pojawiły się kłębki czarnego dymu. Zaczęłam wiercić się w kabinie, szukając wyjścia z pułapki ogniowej, do której trafiłyśmy tak nieoczekiwanie. (…) Ledwo samolot zrobił prawy skręt, gdy przed silnikiem rozbłysnął cały wachlarz pocisków smugowych. Niemcy udzielali nam lekcji poglądowej z wykorzystaniem wszystkich środków obrony przeciwlotniczej. Na krótką chwilę straciłam głowę: dokąd teraz skierować samolot? Dookoła wszystko stukało, pukało, błyskało, migotało… A gdyby tak zejść w dół? (źródła cytatów – patrz: Dla głodnych wiedzy).

Loty w promieniach reflektorów, uciekanie przed hitlerowskimi pociskami, bombardowanie z małych wysokości, odnajdywanie własnego zamaskowanego lotniska – to był chleb powszedni dla kobiet z 588. Pułku Lek-kich Bombowców Nocnych. Ryzyko nie zniechęcało ich jednak do działania, po kilka razy startowały, a następnie wracały do bazy, by pobrać nowe ładunki. Przez trzy lata II wojny światowej wykonały ponad 24 tys. lotów bojowych i zrzuciły na hitlerowców tysiące ton bomb, czym u Niemców zasłużyły sobie na miano „nocnych wiedźm”.

KOMSOMOLCU – DO SAMOLOTU!

W Związku Sowieckim od połowy lat 30. nawoływano do stworzenia silnego lotnictwa oraz wzmocnienia obronności kraju. Wielu młodych ludzi nie pozostało obojętnych na te propagandowe hasła. Apel IX Zjazdu Wszechzwiązkowego Leninowskiego Komunistycznego Związku Młodzieży mówiący o poszerzeniu lotniczej kadry „zabrzmiał dla młodych nie tylko jak rozkaz, lecz jak głos sumienia” – wspominała pilotka Maryna Czeczniewa. W odpowiedzi na tę szeroko zakrojoną agitację tysiące komsomolców wstąpiło do aeroklubów, szkół i zakładów lotniczych.  

Wśród nich było liczne grono kobiet, które na równi z mężczyznami chciały nauczyć się latać. „Marzę, żeby być pilotem, w kraju, gdzie rozkwita życie” – mówiła Czeczniewa. W ten sposób w ciągu kilku lat ZSRR przybyły tysiące nowych pilotów. Tylko w drugim półroczu 1941 r. – już po wybuchu wojny – wyszkolono ich w aeroklubach 25 tysięcy oraz skierowano do wojsk powietrznodesantowych 114 tysięcy młodych ludzi, którzy odbyli kursy spadochronowe.

Nawet te rezerwy okazały się niewystarczające w czasie II wojny światowej. W związku z tym Józef Stalin zdecydował się powołać nowe jednostki powietrzne, w których skład wejść miały wyłącznie kobiety. Zadanie to powierzono Marinie Michajłownie Raskowej, pierwszej kobiecie w Związku Sowieckim, która uzyskała uprawnienia nawigatora, licencję pilota, a do tego była jedną z najbardziej utytułowanych i zasłużonych sowieckich żeńskich lotników, odznaczoną m.in. Złotą Gwiazdą Bohatera Związku Radzieckiego.

STAJEMY SIĘ ŻOŁNIERZAMI

Do Moskwy, gdzie odbywał się werbunek ochotniczek, przybyły kobiety z lotnictwa cywilnego i aeroklubów, studentki Uniwersytetu Moskiewskiego i innych wyższych uczelni. Aby trafić do jednostki, trzeba było posiadać realne umiejętności, sama chęć nie wystarczyła. Raskowa osobiście nadzorowała proces rekrutacji. Rozmawiała i egzaminowała z wiedzy każdą z kandydatek na wojskowych pilotów i nawigatorów. Następnie wybierała te, które jej zdaniem najlepiej nadawały się do dalszej nauki. Wytypowane przez nią dziewczyny liczyły po dwadzieścia kilka lat.

Po przyjęciu do jednostki lotniczej kandydatki czekał kurs w specjalnościach lotniczo-technicznych. Najpierw jednak otrzymywały umundurowanie wojskowe – oczywiście męskie (z bielizną włącznie!). W za dużych workowatych mundurach kobiety wyglądały nie tylko nieatrakcyjnie, ale i niezbyt profesjoalnie. Co gorsza, buty – o numerach 40–43 – utrudniały ćwiczenia, a nawet poruszanie się. „Po prostu nie wyobrażałam sobie, jak będziemy chodziły w siedmiomilowych butach” – martwiła się Katia Dospanowa. Panie musiały w dodatku pożegnać się z lokami na głowie. Rozkaz był krótki: ostrzyc włosy. Fryzura zaś jasno określona: przód – do połowy ucha, kark – po męsku. Na inne uczesanie musiała się zgodzić Raskowa.

SZKOŁA LATANIA

Właściwe szkolenie rozpoczęło się w październiku 1941 r. w miejscowości Engels nad Wołgą, na północ od Saratowa. Kobiety po-dzielono na grupy: do zespołu pilotów weszły dziewczyny latające w aeroklubach i lotnictwie cywilnym. Do grupy nawigatorek zwerbowano te, które jeszcze przed wybuchem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej uzyskały odpowiednie licencje w lotniczej organizacji paramilitarnej Osoawiachim, a także byłe studentki.  Zaś kobiety z wykształceniem technicznym znalazły się wśród mechaników.

  • Kategoria: Wojny
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus 2/2015
  • c
Komentarze