Gruzini w polskich szeregach

Andrzej Krajewski

Historyk, publicysta, Autor książek „Między oporem i współpracą” i "Największe wpadki tajnych służb w XX wieku”.


Pierwszych 25 młodych kadetów przybyło do Polski w grudniu 1921 r., by rozpocząć naukę w Szkole Podchorążych w Warszawie. Po kursie wstępnym wylądowali w szkołach oficerskich poszczególnych rodzajów wojsk. Prawie wszyscy przybysze z Kaukazu zrobili furorę. Wykładowcy chwalili ich za wiedzę i zaangażowanie. Największy zachwyt wzbudziło 11 Gruzinów w Oficerskiej Szkole Kawalerii w Grudziądzu. Okazali się znakomitymi jeźdźcami i jeszcze lepszymi szermierzami. Entuzjastyczne opinie o kadetach sprawiły, że w połowie 1922 r. polskie Ministerstwo Spraw Wojskowych zaprosiło na przeszkolenie również gruzińskich oficerów wyższych rangą, w tym 6 generałów. Weterani, którzy mieli za sobą nawet 4 wojny, z wielką pokorą zasiedli w ławach Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie.

Wkrótce komendant uczelni gen. Aureli Serda-Teodorski zaczął słać zwierzchnikom entuzjastyczne opinie o uczniach. O studencie gen. Aleksandrze Koniaszwilim napisał: „Bardzo dobry oficer, może posłużyć młodszym za wzór”.

Pomimo że Gruzini błyskawicznie zdobyli uznanie, rząd polski długo zwlekał z decyzją, co zrobić z 48 podchorążymi i 42 oficerami tej narodowości, studiującymi w Rzeczypospolitej. Działo się tak, bo z polityki wycofał się Józef Piłsudski. Dopiero w czerwcu 1924 r. na mocy rozporządzenia prezydenta Stanisława Wojciechowskiego gruzińscy oficerowie dostali zezwolenie na zawarcie kontraktów z polską armią. Jednak prawa do tego odmówiono 20 najwyższej rangi oficerom, bojąc się, że trzeba im będzie przydzielić stanowiska dowódcze. W końcu protest Oddziału II Sztabu Generalnego sprawił, że rząd zdecydował się wypłacać im pensję bez obarczania jakąkolwiek funkcją. Dopiero przejęcie w 1926 r. władzy przez marszałka Piłsudskiego zmieniło sytuację Gruzinów – z dnia na dzień stali się największą mniejszością narodową wśród kadry oficerskiej polskiej armii. Przydzielono ich bowiem do konkretnych jednostek na dość istotne stanowiska. Gen. Koniaszwili został zastępcą dowódcy 28. Dywizji Piechoty, zaś dowodzący podchorążymi podczas obrony Tyflisu gen. Aleksander Czcheidze – zastępcą dowódcy 14. Dywizji Piechoty.

„Dwudziestu pięciu Gruzinów ukończyło wyższe akademie wojskowe. Wszyscy uważani byli za jednych z najlepszych instruktorów w Wojsku Polskim” – napisał o nich we wspomnieniach gen. Aleksander Zachariadze. On sam nie otrzymał żadnego stanowiska w siłach zbrojnych, lecz mieszkając w Warszawie, pełnił funkcję nieoficjalnego przedstawiciela gruzińskiego rządu emigracyjnego.

Gruzini służący w armii Rzeczypospolitej nigdy nie przyjęli polskiego obywatelstwa. Na co dzień też traktowano ich jako bezpaństwowców. Jednak gdy we wrześniu 1939 r. III Rzesza najechała na Polskę, nie odnotowano ani jednego wypadku, by któryś z nich odmówił wykonania rozkazu lub porzucił swą jednostkę. Kolejną heroiczną kartę w swym życiorysie zapisał kapitan Artemi Aroniszydze, dowodząc Drugim Batalionem 41. Suwalskiego Pułku Piechoty. Podczas oblężenia Warszawy jego oddział bronił odcinka frontu „Ochota”. Przez 18 dni ciężkich walk odparto tam wszystkie niemieckie ataki i w dniu kapitulacji żołnierze zajmowali te same pozycje, co na początku oblężenia. Dowódca obrony Warszawy gen. Rómmel udekorował – już majora – Aroniszydze krzyżem Orderu Virtuti Militari.

W GODZINIE PRÓBY


Podczas kampanii wrześniowej w walce z Niemcami życie za Polskę oddało kilkunastu gruzińskich oficerów. Kolejnych 10 wpadło w ręce żołnierzy sowieckich. Wkrótce też ich rozstrzelano. NKWD bowiem sporządziło dokładną listę wszystkich Gruzinów, służących w polskiej armii, chcąc ich ująć i zlikwidować. We Lwowie sowieccy agenci wytropili i aresztowali gen. Aleksandra Czcheidze. Trafił on do więzienia w Kijowie, potem wywieziono go do Moskwy, skąd w 1940 r. zniknął. Prawdopodobnie podzielił los towarzyszy broni, uwięzionych w Katyniu, Kozielsku i Starobielsku: kpt. Arkadiusza Schirtładze, płk. Jerzego Mamaładze, ppłk. Aleksandra Tabidze i mjr. Michała Rusjaszwili.

Podczas radzieckiej i niemieckiej okupacji Gruzini nadal pozostali wierni Polsce. Pomimo że w 1941 r. Niemcy stworzyli Komitet Gruziński (mający być przyszłym rządem oswobodzonej Gruzji), a potem rozpoczęli formowanie Legionu Kaukaskiego, to spośród wielu zaproszonych do współpracy oficerów jedynie dwóch ją podjęło: mjr Dymitr Szalikaszwili (ojciec Johna – dowódcy Sił Zbrojnych USA w latach 90. XX w.) oraz gen. Aleksander Koniaszwili. Natomiast najbardziej pożądany przez Berlin gen. Aleksander Zachariadze demonstracyjnie odmówił jakiegokolwiek współdziałania z państwem, które podbiło Polskę. Zamiast jechać na wschód, żeby bić się z Sowietami, większość Gruzinów zdecydowała się pomóc Polakom w walce z Niemcami. Po zwolnieniu w 1942 r. z obozu jenieckiego mjr Artemi Aroniszydze wrócił do Warszawy i wstąpił w szeregi AK. Pod nazwiskiem Jan Pilecki pod koniec wojny został komendantem Obwodu AK Piotrków Trybunalski. Jego rodak ppłk Walerian Tewzadze pod pseudonimem „Tomasz” był zastępcą dowódcy 7. Dywizji Piechoty AK.

Ostatecznie wojnę przeżyło ledwie kilkunastu gruzińskich oficerów. Ale koniec działań zbrojnych w Europie przyniósł im początek nowej odysei. W zajętej przez Armię Czerwoną Polsce znów polowało na nich NKWD. Stare wygi – jak generałowie Zachariadze oraz Koniaszwili – i tym razem wyszli cało z opresji. Pierwszy z nich przedostał się do Francji, a niegdyś zdobywca twierdzy Erzurum znalazł schronienie w Argentynie. Gorszy los spotkał, jak zwykle zwlekającego z ucieczką mjr. Aroniszydze. W marcu 1945 r. wpadł w ręce NKWD. Jak wspominał jego syn Jerzy Aroniszydze: „Osadzają go początkowo w więzieniu w Piotrkowie, gdzie jest przesłuchiwany przez oficerów radzieckich [...]. Po NKWD-owskim »maglu« zostaje przekazany w ręce Woj. Urzędu Bezpieczeństwa w Łodzi [...]”. Major miał jednak szczęście. „W lipcu 1945 r. zostaje ogłoszona przez rząd lubelski amnestia. Staraniem matki mojej, przy wydatnej pomocy wyrażonej w dolarach łapówce, we wrześniu 1945 r. major Artemi Aroniszydze opuszcza szczęśliwie więzienie” – odnotował jego syn. Wkrótce wraz z rodziną zamieszkał w Szklarskiej Porębie. Jednak nigdy nie powrócił do zdrowia. Zmarł we Wrocławiu w kwietniu 1950 r.

Ostatni z gruzińskich weteranów ppłk Walerian Tewzadze schronienie znalazł w Dzierżoniowie na Dolnym Śląsku. Pod fałszywym nazwiskiem Krzyżanowski zamieszkał tam razem z żoną, udającą jego siostrę. Wedle relacji Jerzego Irakli Godzjaszwilego pułkownik wraz z żoną nie potrafił utrzymać w tajemnicy tożsamości, bowiem: „mieszkali w Dzierżoniowie w tzw. kołchozowym (zajmowanym przez kilka rodzin) mieszkaniu. Sytuacja spowodowała, że pan pułkownik nie wytrzymał nerwowo i (...) wyznał prawdę. Krąg ludzi wtajemniczonych powiększył więc do kilkunastu osób, w gronie których znajdowali się lekarze państwa Tewzadze. Przez kilkadziesiąt lat nikt go nie wydał” – opisywał Godzjaszwili. Dopiero w latach 80., tuż przed śmiercią, pułkownik przestał ukrywać swą tożsamość. W testamencie zaś zażyczył sobie, żeby pogrzebano go pod prawdziwym nazwiskiem i napisano na grobie: „Jako Gruzin chciałbym być pochowany w Gruzji, ale jestem szczęśliwy, że będę pochowany na ziemi szlachetnego i dzielnego Narodu Polskiego”.

  • Kategoria: Wojny
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze