Zakon w cieniu herezji. Posądzano ich o najgorsze zbrodnie, ale chodziło o ich bogactwo

Templariusze byli oddani wierze, ale podczas rytuałów inicjacyjnych rzekomo... pluli na krzyż. Nawet jeśli tak było, robili to wbrew sobie – szykując się psychicznie na tortury, którym poddadzą ich „niewierni”, gdy rycerze trafią do niewoli. Fot. BE&W

Ostatnią próbę obrony templariusze podjęli w czasie soboru w Vienne. Papież Klemens V zaprosił wówczas przedstawicieli zakonu, nie spodziewając się pewnie, że ktokolwiek się tam pojawi. Wbrew oczekiwaniom do Vienne przybyło jednak dziewięciu rycerzy zakonnych, którzy ogłosili, że chcą bronić zakonu. Zostali aresztowani, bo papież przestraszył się pogłosek o stacjonującej w okolicy Vienne dwutysięcznej armii templariuszy, gotowej ruszyć współbraciom na pomoc.

Co ciekawe, prócz papieża większość kardynałów zebranych w Vienne nie chciała rozwiązania zakonu i broniła templariuszy. Papież  nie potrafił w tej atmosferze podjąć jakiejkolwiek decyzji. Zniecierpliwiony Fi-lip IV przybył w końcu do Vienne na czele niewielkiej armii i dopiero wtedy zapadła decyzja o kasacie zakonu. Ku rozczarowaniu króla papież zdecydował jednak przekazać całe bogactwo templariuszy szpitalnikom.

A dzieje zakonu dobiegły końca wraz ze spaleniem na stosie wielkiego mistrza Jakuba z Molay i skarbnika Galfryda z Charney 18 marca 1314 r. Zachowała się legenda, według której Molay, umierając, przeklął papieża i króla, zapowiadając ich rychłą śmierć. Klemens V rzeczywiście zmarł tego samego roku w kwietniu, a król Filip Piękny – w listopadzie. W ciągu kolejnych 14 lat zmarli wszyscy następni królowie Francji i tak skończyła się dynastia Kapetyngów. Przetrwała niewiele dłużej niż potęga zakonu rycerzy Świątyni.

  • Kategoria: Świat
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus Historia Ekstra 1/2016
  • c
Komentarze