Zakon w cieniu herezji. Posądzano ich o najgorsze zbrodnie, ale chodziło o ich bogactwo

Templariusze byli oddani wierze, ale podczas rytuałów inicjacyjnych rzekomo... pluli na krzyż. Nawet jeśli tak było, robili to wbrew sobie – szykując się psychicznie na tortury, którym poddadzą ich „niewierni”, gdy rycerze trafią do niewoli. Fot. BE&W

Słynny opat wysoko postawił rycerzom poprzeczkę. W zakonie miała panować żelazna dyscyplina, a za takie występki, jak zabójstwo chrześcijanina, kradzież, zdrada, homoseksualizm czy dezercja groziło wykluczenie ze wspólnoty. Życie codzienne ograniczało się do modlitwy i do walki. Rycerze zbierali się już na dwie godziny przed wschodem słońca w kaplicy, żeby odśpiewać kilkadziesiąt psalmów. Każdy sprawdzał stan swojej zbroi już nad ranem. Dopiero potem mogli się zdrzemnąć. A spali w celach pozbawionych drzwi.

Znane powszechnie surowe reguły zakonu sprawiały, że mieszkańcom Europy było trudno uwierzyć w winy templariuszy, które przypisywano im w czasie procesu. Nie ulega jednak wątpliwości, że w ciągu prawie dwustu lat istnienia narobili sobie sporo wrogów. Po utracie Akki (1291) zaczęła się niekorzystna dla templariuszy dyskusja o tym, jak odzyskać Ziemię Świętą i co zrobić z zakonami rycerskimi. Pojawił się nawet pomysł, aby połączyć z templariuszami zakon szpitalników. Na ich czele miałby stanąć bellator rex, jeden z europejskich monarchów. Przymierzał się do tej funkcji sam król Francji Filip IV. Nie mogło mu się więc podobać, że wielki mistrz zakonu Jakub z Molay zdecydowanie sprzeciwiał się pomysłowi fuzji. „Molay obawiał się, że w ten sposób zostanie ograniczona jego własna władza i niezależność zakonu – podkreśla w rozmowie z „Focusem Historia” historyk Malcolm Barber. – Ale sam fakt po-wstania takiego pomysłu świadczył, że nikt nie uwierzyłby w oskarżenia, póki nie zostały wypuszczone w świat przez francuski rząd. Przecież nikt zdrowy na umyśle nie dążyłby do połączenia skorumpowanego, zdeprawowanego zakonu, dotkniętego chorobą herezji, ze szpitalnikami”.

ARMATORZY I BANKIERZY

Najbardziej jednak wrogów zakonu mu-siało kłuć w oczy jego bogactwo, niezależność od władzy świeckiej i potęga na morzu. Zakon rycerzy Świątyni powołano do obrony miejsc świętych, ale stopniowo poszerzono jego misję o ochronę pielgrzymów podróżujących do Ziemi Świętej i o udział w operacjach zbrojnych krzyżowców przeciw muzułmanom.

BAFOMET I CAŁUN

Kustosz Archiwów Watykańskich dr Barbara Frale uważa, że tajemnicza brodata postać, którą według zeznań mieli czcić rycerze, w istocie mogła być wizerunkiem z ukrywanego w tym czasie całunu turyńskiego. Całun miał zostać sprowadzony do Konstantynopola w 943 r. z Edessy (dzisiaj w Turcji). Płótno było najcenniejszą relikwią w cesarskiej kolekcji. W 1204 r., kiedy Wenecjanie i Francuzi plądrowali Konstantynopol, całun zniknął. Według Frale wtedy trafił w ręce templariuszy (wedle datowania radiowęglowego, całun turyński powstał najwcześniej w 1260 r., ale część badaczy je podważa – przyp. red.). Wiadomo, że drogocenne płótno ponownie pojawia się na kartach historii w 1353 r. w Lirey we Francji. Ian Wilson, specjalista ds. całunu, zauważa, że Galfryd z Charney – który w 1314 r. zginął na stosie z wielkim mistrzem – nosił to samo nazwisko, co rycerz, który sprezentował płótno świątyni w Lirey. Z kolei Frale trop prowadzący do templariuszy jako depozytariuszy całunu znalazła w trzech zeznaniach z czasu procesu: Guillame’a Bosa, Jeana Taylafera i Arnaut Sabbatiera. Twierdzi ona, że Sabbatier mówił w zeznaniu właśnie o całunie, opisując tajemny rytuał przyjęcia do zakonu. Rytuał ten miał polegać na całowaniu stóp tajemniczego wizerunku (przedstawiającego całą postać mężczyzny jak całun z Turynu). Z kolei w zeznaniu Bosa pojawiał się czarno-biały wizerunek na płótnie. Rycerz Taylafer miał zaś widzieć rysunek o czerwonawej barwie, z twarzą naturalnych rozmiarów.

Średniowieczni śledczy oczywiście inaczej interpretowali zeznania o czci dla broda-tego bożka. Uznali, że to kult szatana – Bafometa (na obrazku), któremu rycerze musieli oddać hołd w dzień wstąpienia do zakonu. Tortury, którymi wymuszano zeznania, sprawiły zapewne, że opisy owej postaci różniły się i przybierały tak fantastyczną postać jak drewniana figura z rogami i kotem czy podobizna Mahometa. Hugon z Payraud mówił nawet o głowie z czterema stopami. Wzmianki na temat bożka pojawiają się jednak w śledztwie stosunkowo rzadko. Dr Frale obliczyła, że na 1114 świadectw złożonych przez templariuszy tylko w 130 znajdziemy opis rzekomo bałwochwalczych praktyk. Jej zdaniem było tak dlatego, że całun – najlepiej chronioną tajemnicę templariuszy – pokazywano tylko wąskiej grupie rycerzy. 

Od początku papieże starali się go uniezależnić od władzy świeckiej. Kolejne bulle dawały templariuszom przywileje, m.in. nie musieli składać przysięgi lennej świeckim władcom, byli zwolnieni z podatków i mieli prawo do dóbr zdobytych na niewiernych.

  • Kategoria: Świat
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus Historia Ekstra 1/2016
  • c
Komentarze