Śmierć Hitlera wciąż ma wiele niewiadomych. Co z "niepodważalnymi dowodami"?

Pierwsze śledztwo

Bez jednoznacznej odpowiedzi pozostają więc pytania podstawowe. Czyja czaszka i szczęka znajdują się w Państwowym Archiwum Federacji? Dlaczego nie zniszczono ich razem ze szczątkami spopielonymi podczas operacji „Archiwum”? Czyje zwłoki spalono w 1970 r. pod Magdeburgiem? I w końcu: co w ogóle stało się z Hitlerem w oblężonym bunkrze? „Wracają podstawowe pytania, gdyż od chwili gdy pierwsi żołnierze Armii Czerwonej wkroczyli do bunkra Hitlera, ogrodu Kancelarii położonego nad nim i samej Kancelarii, mamy do czynienia z unikalnym ciągiem niekompetencji i bałaganiarstwa” – twierdzi Leon Arbacki, historyk, autor kilku książek o ostatnich dniach Rzeszy i jej wodza. Arbacki od lat stawia tezy podważające oficjalną wersję o samobójstwie Führera. Pierwsze ciało, które znaleźli czerwonoarmiści, sądząc, że należy do Hitlera, już po kilku godzinach okazało się trupem Gustava Wellera – sobowtóra Führera, zatrudnionego w Kancelarii na stanowisku portiera. Wątpliwości, które rychło potwierdzili ściągnięci do identyfikacji ludzie znający Hitlera osobiście, wzbudziły cerowane skarpety, które trup miał na sobie. Pedantyczny Führer nie założyłby takich.

W trakcie zamieszania nad ciałem sobowtóra przypadkiem dokonano kolejnego odkrycia. Jeden z żołnierzy oddziału kontrwywiadu Smiersz ze sztabu III Armii Uderzeniowej, prowadzącego poszukiwania Hitlera, zapadł się pod ziemię – w lej po bombie. „W dziurze były dwa częściowo spalone ciała. Mężczyzna i kobieta. Ktoś krzyknął: przecież to jest Hitler!” – wspomina w rosyjskim filmie dokumentalnym nieżyjący już dziś ppłk Iwan Klimenko, obecny wówczas na miejscu odkrycia szef tropiącej najwyższych funkcjonariuszy III Rzeszy specgrupy śledczej Smiersz. Jeśli mężczyzną był Hitler, to kobietą musiała być Braun. Teatr absurdu trwał dalej. Klimenko ze swoimi ludźmi zostawili dopiero co odkryte zwłoki tam, gdzie je znaleźli! Wrócili dopiero nazajutrz – z rozkazem ze sztabu III Armii: zabrać ciała do identyfikacji. Tymczasem przez noc w ogrodzie Kancelarii Rzeszy, znajdującej się na granicy dyslokacji III i V Armii Uderzeniowej, zmienili się wartownicy. W nocy teren ogrodu przejęła V Armia i jej ludzie nie zamierzali wpuszczać Klimenki. Najwyraźniej też nie zdawali sobie sprawy z tego, czego strzegą, bowiem pułkownik– ryzykując lata łagru, a może i głowę – bez większych problemów zdołał wykraść nadpalone ciała.

  • Kategoria: Świat
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze