Samoloty? Broń jądrowa? Indie były pierwsze! Przynajmniej według pewnej grupy badaczy

Indyjscy nacjonaliści, zamiast chwalić się własnymi osiągnięciami, przypisują sobie odkrycia zagranicznych uczonych. Zachodowi postanowili odebrać nawet samolot!

Nawykli do perspektywy europocentrycznej, najczęściej sądzimy, że ludzkość po raz pierwszy wzbiła się w przestworza za braci Wright, a pierwsze konkretne pomysły na konstrukcję samolotu są dziełem genialnego umysłu Leonarda da Vinci. Błąd! Azja na wielu torach naukowego wyścigu wyprzedziła Europę. Nie inaczej było z samolotami, które po raz pierwszy konstruowano w dawnych Indiach...

Tajemnicze pojazdy

Dowodem na to jest starożytny sanskrycki tekst „Wajmanika-śastra” („Traktat o pojazdach latających”). Został wydany dwa razy: w roku 1959 i 1973. Tekst ten mówi o podniebnych pojazdach – wimanach. Wymienia się kilka ich modeli, takich jak sundara-wimana („piękny pojazd”) czy tripura-wimana („pojazd Trójmiasta”). Ponadto komentarz do traktatu dokładnie omawia, w jakie technologie owe maszyny były wyposażone. Okazuje się – co zdumiewające – że starożytne indyjskie samoloty zostawiały daleko w tyle gruchoty amerykańskich braci czy koślawe projekty włoskiego geniusza. Pilot wimany mógł bowiem np. sprawić, by maszyna świeciła. Kolejna z 32 „tajemnic” (czyli technologii), w które wyposażone były pojazdy, brzmiała: „[Jest to] tajemnica [która] za pomocą sztuki [używania] błyskawic poprzez umieszczone w pojeździe łapiące słowa urządzenie przyciąga rozmowy ludzi znajdujących się w innych pojazdach i wszystkie inne dźwięki”. Wimany były więc zaopatrzone w urządzenia podsłuchowe!

We wstępie do drugiej edycji traktatu wydawca (G. Josyer) opisuje jego powstanie. Właściwym autorem dzieła miał być starożytny wieszcz Bharadwadźa (Bharadwaja). I rzeczywiście, sanskrycka tradycja zna mędrca o tym imieniu! Oryginalny traktat składał się z ledwie kilkudziesięciu eliptycznych strofek. Został jednak obdarzony obszernym komentarzem niejakiego Bodhanandy, który szczegółowo opisał całą technologię. I ten zabieg nie jest niczym nowym w indyjskiej tradycji. Sanskryckie traktaty naukowe, czyli śastry, zazwyczaj stanowiły zbiór krótkich suchych definicji. Dla ich lepszego (i właściwego) rozumienia tworzono z czasem rozległe komentarze, w których obszernie omawiano treść każdego wersu. W jaki sposób traktat trafił do wydawcy Josyera? Jak sam twierdzi, w 1951 r. pewien człowiek podarował mu mające kilka tysięcy lat sanskryckie manuskrypty. Spisano na nich różne fascynujące dzieła, w tym właśnie „Wajmanika-śastrę”. Tekst podyktować miał święty mąż S. Shastry. Słowa mistrza spisywał jego uczeń G.V. Sharma. Według Josyera odbyło się to w latach 1918–1923. Wniosek jest zatem oczywisty: starożytny traktat aeronautyczny wieszcza Bharadwadźi popadł na setki lat w zapomnienie, a gdy wreszcie został odkryty i wydany, Zachód zdążył już na tym polu dogonić Indie.

  • Kategoria: Świat
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze