Jedno zdjęcie, które zatrzęsło całym Imperium

Burowie świetnie znali teren, na którym przyszło im walczyć, byli również doskonałymi strzelcami. Wielokrotnie udowadniali, że są równorzędnym przeciwnikiem dla regularnej armii.

Zdjęcie zdobył w Afryce Arthur Conan Doyle, który wierzył w misję „cywilizacyjną” Imperium Brytyjskiego. Od momentu wybuchu walk z Burami zaangażował się w akcję propagandową. Jeszcze w 1900 r. opublikował książkę usprawiedliwiającą brytyjską politykę w tej wojnie. Gdy trafił do Afryki, znalazł się właśnie w Bloemfontein – czyli tam, gdzie znajdowała się Lizzie z rodziną. Wydawał się więc dobrze zorientowany, a jego patriotyzmu i rzetelności nawet nie wypadało kwestionować.

Co więcej, Doyle był zwolennikiem ówczesnych obozów koncentracyjnych. Upierał się, że ich utworzenie – po zniszczeniu burskich farm w ramach taktyki spalonej ziemi – stanowiło wręcz humanitarny obowiązek Brytyjczyków. Młody Winston Churchill, wtedy korespondent wojenny, wyrażał podobną opinię: według niego obozy łączyły się tylko z „minimalnym cierpieniem” osadzonych. Natomiast sam pomysłodawca obozów gen. Horatio Kitchener przyznawał, że placówki te utworzono nie po to, aby zapewnić burskim rodzinom „komfort”, lecz „minimum”…

Przemówienie Chamberlaina w Izbie Gmin miało zamknąć usta opozycji. Jednak tak jak konserwatyści mieli dowody w sprawie Lizzie zgromadzone przez Arthura Conan Doyle’a, tak również liberałowie dysponowali swoim agentem w Afryce Południowej.

PANNA HOBHOUSE NA TROPIE

Rolę tę pełniła 40latka z Kornwalii, panna Emily Hobhouse. Większość życia spędziła w kornwalijskim Liskeard, gdzie jej ojciec sprawował posługę jako duchowny. W wieku 35 lat zaangażowała się w popularny wówczas ruch antyalkoholowy i udała się do amerykańskiej Minnesoty, gdzie agitowała na rzecz trzeźwości wśród górników. Do Wielkiej Brytanii wróciła kilka lat później. Zaopiekował się nią wtedy brat, wpływowy polityk i socjolog, współtwórca socjalliberalizmu Leonard Trelawny Hobhouse. Dzięki niemu zaangażowała się w akcję na rzecz burskich kobiet i dzieci.

O Emily mówiono, że „poczucie humoru, takt, umiejętności organizacyjne i ogólna rozwaga nie były jej darami”. Pomimo tych wad, stronnictwo proburskie, w którym L.T. Hobhouse był prominentną postacią, nie zaoponowało, gdy wyraziła chęć udania się do Afryki Południowej, aby przyjrzeć się tamtejszej sytuacji. „Cóż, próbowaliśmy rozwagi i próbowaliśmy ostrożności – mówił jej wpływowy brat. – Może odrobina nierozwagi się lepiej przysłuży”.

„Nierozważna” Emily dotarła do Afryki Południowej na początku 1901 r. Wyposażona w listy polecające od wpływowych liberalnych polityków, została przyjęta na lunchu przez jednego z najważniejszych urzędników kolonialnych Alfreda Milnera. Dzięki jego poparciu (którego później pożałował) uzyskała dostęp do obozów, w których przebywały internowane kobiety i dzieci. W tym do tego w Bloemfontein – gdzie poznała rodzinę Van Zyl.

Początkowo działania panny Hobhouse koncentrowały się na ukazaniu trudnych warunków obozowych, sprzyjających rozwojowi chorób wśród osadzonych. Jej relacje publikował „Manchester Guardian”. Ujawnienie przez Doyle’a zdjęcia Lizzie skłoniło ją jednak do poświęcenia większej uwagi dziewczynce, o której mówiono coraz więcej.

  • Kategoria: Świat
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus Historia 4/2016
  • c
Komentarze