Iluminaci

Artur Górski

Zastępca redaktora naczelnego magazynów "Focus" i "Focus Historia"

To słowo kojarzy się w wielu kościelnych kręgach jak najgorzej. Niektórzy określają ich wręcz mianem rycerzy Lucyfera. Czy jednak to nie sam Kościół wymyślił i wykreował iluminatów, którzy swą siedzibę urządzili w zamku Świętego Anioła, tuż pod okiem papieża?

Czy to możliwe, aby zakon iluminatów, wywodzący się z zamierzchłej przeszłości, przetrwał, w najściślejszej konspiracji, do naszych czasów? I aby, będąc wpływową organizacją, skupiającą przedstawicieli nauki oraz finansjery, realizował testament ojców założycieli, nakazujący zniszczyć Kościół katolicki, uderzając w samo jego serce, czyli Bazylikę Świętego Piotra?

ANIOŁY I DEMONY

Badania historyczne nie potwierdzają takiej możliwości, ale za sprawą amerykańskiego pisarza Dana Browna i jego bestsellerowej powieści „Anioły i Demony” stała się niezwykle popularna. Podobnie jak spiskowe teorie, stworzone przez Browna na potrzeby innego wydawniczego megahitu, czyli „Kodu Leonarda da Vinci”.

W połowie maja w kinach pojawi się ekranizacja „Aniołów i Demonów” – produkcja wielkobudżetowa, z udziałem wielkich gwiazd Hollywood – i kwestia współczesnego zagrożenia ze strony iluminatów przetoczy się przez najważniejsze media na świecie. Tak jak po publikacji „Kodu” – choć wszyscy doskonale wiedzieli, że jest to wyłącznie oferta rozrywkowa, powieść, której nikt poważny nie może traktować jako rozprawy moralno--historycznej, najtęższe umysły zaangażowały się w polemikę. Zaatakowana wówczas przez Browna Prałatura Personalna Kościoła katolickiego, czyli osławione Opus Dei, przez długi czas nie zajmowała się niczym innym niż odpieraniem ataków pisarza i przekonywaniem świata, że organizacja, stworzona przez św. Josemarię Escrivę, nie jest dziełem szatana. Polemistom z Opus Dei wtórowali hierarchowie z Watykanu, a także teologowie i publicyści katoliccy. Można było odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z doskonale zorganizowaną (acz nieco perwersyjną) akcją promocyjną tej książki.

Ponieważ „Anioły i Demony” uderzają bezpośrednio w Stolicę Apostolską, można się spodziewać zamieszania na porównywalną skalę. Tym bardziej że Brown nie ograniczył się do sensacyjnej akcji – w jego książce pojawiają się setki pytań o naturę człowieka, jego zależność od bardziej bądź mniej wyimaginowanej Istoty Najwyższej, o rolę nauki w negowaniu podstawowych prawd wiary. Mówiąc krótko – powieść ta zahacza o filozofię, nawet jeśli jest to filozofia przykrojona na potrzeby niewybrednego masowego odbiorcy.

O co chodzi w „Aniołach i Demonach” – kto komu zagraża i w imię czego? Akcja powieści jest dość skomplikowana, więc poprzestańmy na kilku podstawowych informacjach. W Europejskim Centrum Badań Nuklearnych, czyli CERN-ie, znajdującym się pod Genewą, ginie fizyk eksperymentujący z antymaterią. Substancją, która ma siłę rażenia nieporównywalnie większą od bomby atmowej (kłania się głośny w ostatnim czasie Wielki Zderzacz Hadronów, stworzony właśnie do produkowania antymaterii). Fizyk jest księdzem, a jego badania mają jeden cel: udowodnić istnienie Boga. Na ciele naukowca nieznana ręka wypala ambigram (czyli można go czytać także do góry nogami) „Illuminati”. Do akcji wkracza genialny profesor symbolologii z Harvardu Robert Langdon, który ma podążać za znakami pozostawionymi przez mordercę. W gorączkowych poszukiwaniach śladów iluminatów towarzyszy mu przybrana córka zgładzonego fizyka księdza – Vittoria Vetra, także naukowiec z CERN-u. Ślady prowadzą do Rzymu, gdzie trwa konklawe po śmierci papieża. Tymczasem siły Zła dokonują kolejnego aktu przemocy: porwani zostają czterej preferiti, czyli kardynałowie mający największe szanse na objęcie tronu świętego Piotra. I giną, jeden po drugim, a na ich ciele zostają wypalone kolejne hasła-ambigramy: Ziemia, Ogień, Woda, Powietrze.

Zdaniem Langdona klucz do odkrycia tajemnicy tego ataku na Watykan spoczywa w dostępnych jedynie dla nielicznych Archiwach Watykańskich. Dokładnie: w nieznanym do tej pory dziele Galileusza „Diagramma della Verita”, gdzie zakodowana została informacja o tajnej siedzibie iluminatów. Genialny XVII-wieczny astronom, gnębiony przez Świętą Inkwizycję za popieranie heliocentrycznej teorii Kopernika, był bowiem przywódcą zakonu oświeconych i pociągał za sznurki tej konspiracji. Wiadomość o wspomnianej siedzibie zakodował mu w poetyckiej formie inny członek tej organizacji – John Milton, autor „Raju utraconego”, dzieła uważanego przez mu współczesnych za apologię szatana. Zaś wyrafinowane znaki na mieście w postaci rzeźb „porozstawiał” wielki twórca epoki Giovanni Lorenzo Bernini. Także iluminat. Dla kogo przeznaczone były owe znaki? Dla tych, którzy w ciągu wieków pragnęli wstąpić w szeregi tej organizacji i musieli sami – wykazując się ponadprzeciętną inteligencją – odnaleźć utajoną siedzibę. Teraz profesor Langdon rusza w trasę, aby powstrzymać mordercę, mszczącego się za zgładzenie czterech naukowców przez XVII-wieczny Kościół. No, i by odnaleźć antymaterię, która ma eksplodować pod Bazyliką Świętego Piotra. Papieski kamerling Carlo Ventresca, pełniący rolę głowy Kościóła w czasie konklawe, świadom najwyższego zagrożenia, umożliwia Langdonowi wejście do watykańskiego archiwum, gdzie spoczywają dzieła Galileusza.

  • Kategoria: Świat
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze