Historia tego człowieka jest zadziwiająca! Kozak, agent, postrach carów

Dymitr Samozwaniec I miał wśród swoich poddanych kiepskie notowania. Obawiali się, że będzie siłą zaprowadzał katolicyzm, jak obiecywał królowi Polski Zygmuntowi III Wazie (na obrazie). Fot. Getty Images

Lecz to był początek kolejnego zamieszania. Najpierw wybuchło chłopskie powstanie, krwawo stłumione. Później pojawił się człowiek, twierdzący, że jest… ocalonym carem Dymitrem. Akurat tym razem bez dwóch zdań był to oszust, w historiografii znany jako Dymitr Samozwaniec II.  A jednak znalazł zwolenników – wśród nich spore grono polskich zabijaków, którzy przybyli do Rosji z Dymitrem Samozwańcem I i nie mieli zamiaru szybko wracać do kraju.

Zarudzki ze swoimi Kozakami nie pozostawał bezczynny. Najpierw wspierał chłopskich powstańców, później zaciągnął się pod sztandary Dymitra Samozwańca II. Zwykle wojna domowa prowokuje sąsiadów do działania – i tak też było w tym przypadku. Do gry postanowiły wejść władze Rzeczypospolitej. Polskim planem minimum było odzyskanie Smoleńska i innych ziem pogranicznych zajętych przez Moskali. Plan maksimum przewidywał w praktyce podbój Rosji przez osadzenie na Kremlu polskiego króla Zygmunta III Wazy albo jego syna Władysława.

„ŚCIĄĆ, ZABIĆ, UTOPIĆ”

Wojska Rzeczypospolitej ruszyły na Rosję, ale szybko utknęły pod świetnie obwarowanym Smoleńskiem. Tymczasem król i jego doradcy próbowali przeciągnąć na swoją stronę polskich żołnierzy, służących pod sztandarami Dymitra Samozwańca II. Była to epoka wojsk zawodowych i żołnierze rozmaitych nacji walczyli pod różnymi sztandarami, ale wojaków z Rzeczypospolitej cechował duży patriotyzm. Zazwyczaj nie chcieli walczyć przeciw swoim. Polacy z armii Samozwańca przekazali swojemu królowi, aby zawrócił z Rosji, bo sami pokonają Szujskiego, co i tak przyniesie korzyści Polsce. Tak naprawdę chodziło im jednak głównie o żołd. Samozwaniec obiecywał swoim ludziom, że dostaną pieniądze po zdobyciu Moskwy, a tymczasem nadejście wojsk Rzeczypospolitej mocno komplikowało całe przedsięwzięcie. Król też oferował pieniądze, ale mniejsze, stąd negocjacje pod nosem Dymitra szły bardzo wolno.

W tym całym galimatiasie całkiem nieźle odnajdywał się Zarudzki. Hetmanem wojsk Samozwańca był Polak – kniaź Roman Różyński, zdolny dowódca, tyle że prawie stale pijany. Dlatego faktycznym dowódcą wojsk był kozacki ataman. Jak wspominał jeden ze współczesnych, Zarudzki „kogo było ściąć, zabić, utopić z niemałą pilnością odprawował”. Pijaństwo Różyńskiego miało jeszcze jedną konsekwencję. Pewnego wieczoru zaczął się awanturować z Samozwańcem. „Ej, ty moskiewski sk...synu! – wrzeszczał kniaź. – Czort cię wie, ktoś ty taki. My, Polacy, już długo przelewamy krew za ciebie, a jeszcze ani razu nie dostaliśmy wynagrodzenia za to!”.

Przerażony Samozwaniec już dwa dni później chciał się ulotnić z obozu, ale został osadzony w areszcie domowym. Po dwóch tygodniach podjął kolejną, tym razem udaną, próbę ucieczki. Był styczeń 1610 r.

POD KOMENDĄ ŻÓŁKIEWSKIEGO

Tymczasem Rzeczpospolita dyplomacją próbowała wyciągnąć z obozu Dymitra Samozwańca II nie tylko polskich żołnierzy, ale i rosyjskich bojarów. Kuszono ich pieniędzmi i wizją przywilejów zbliżonych do tych, jakimi cieszyła się nasza szlachta (czyli, mówiąc dzisiejszym językiem, przyznaniem praw obywatelskich). Wśród tych kuszonych rosyjskich dostojników, kościelnych hierarchów i dobrze urodzonych kniaziów znalazł się też Zarudzki, syn chłopa spod Tarnopola.

Dogadano się dość szybko i ustalono, że kolejnym carem Rosji zostanie królewicz Władysław, najstarszy syn Zygmunta III. Oznaczało to w dalszej perspektywie unię personalną. Bo tron w Polsce był wprawdzie elekcyjny, ale nikt poważny nie wątpił, że Władysław zostanie następnym królem.

  • Kategoria: Świat
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus Historia 3/2016
  • c
Słowa kluczowe
Komentarze