Cierpienia młodej Cornelii. Siostra Goethego mogła być kimś wielkim, ale...

Była brzydka i zakompleksiona, chociaż równie zdolna jak brat. Cornelii Goethe nie rozumieli nawet jej najbliżsi.

Johann Wolfgang Goethe nie miał złudzeń. „To, co jednak twarz jej szpeciło, tak że istotnie brzydko wyglądała, była moda ówczesna, która nie tylko odsłaniała czoło, lecz na wszystkie sposoby starała się je powiększyć – pisał o siostrze w „Zmyśleniu i prawdzie”. – Ponieważ zaś miała bardzo kobiece, sklepione czoło, a przy tym gęste, czarne brwi i wypukłe oczy, powstawał w ten sposób rażący kontrast, który w pierwszej chwili obcych jeśli nie odpychał, to w każdym razie nie pociągał”.

Brat

Z dwojga rodzeństwa to Wolfgang był piękniejszy. Przystojny, rozmowny i w kontaktach towarzyskich niezmiernie ujmujący. Do tego zdolny i otoczony wianuszkiem wielbicielek. Młodsza o rok Cornelia [Wolfgang urodził się w sierpniu 1749 r., zaś Cornelia 7 grudnia 1750 r. – przyp. red.] od dzieciństwa przypatrywała się bratu i próbowała go naśladować. Wszędzie za nim podążała. „W przeciwieństwie do Wolfganga, o którym mówiono, że więcej gada niż robi, Cornelię cechowały spokój, dokładność i niezmienna gotowość niesienia pomocy w jego literackich przedsięwzięciach” – pisze Dagmar von Gersdorff w „Matce Goethego”. Cornelia umiała także milczeć, stanowiąc wdzięczne tło dla swego brata.

Przyjaciółce Catharinie Fabricius pisała, że wzbudza zainteresowanie mężczyzn tylko dlatego, że jej bratem jest TEN Johann Wolfgang Goethe. Choć więc brat napisał, że była „magnesem, który go przyciągał”, to przyciągał go z czysto egoistycznych pobudek. Von Gersdorff zauważa, że jako jedyne dzieci państwa Goethe (ich młodszemu rodzeństwu nie dane było dożyć nawet kilkunastu lat) Cornelia i Wolfgang byli ze sobą zżyci i potrzebowali siebie nawzajem. Wolfgang, by mieć publiczność, Cornelia, by mieć dla kogo żyć. Ale kiedy sama szukała u niego wsparcia, Wolfganga przy niej nie było. Wielokrotnie prosiła brata, by wstawił się za nią u rodziców, gdy chciała pojechać z nim choćby na wycieczkę. Ale Wolfgang każdą jej prośbę przemilczał.

Skupiony na sobie i broniący jak lew pozycji jedynego pisarza w rodzinie, roześmiał się, gdy Cornelia pokazała mu jedno ze swych opowiadań. Raczej nie namawiał jej do kontynuowania pisania, choć – zdaniem von Gersdorff – listy do przyjaciół pokazują, że talent miała nie mniejszy od niego. Wolfgang uważał jednak, że nie jest to godne zajęcie dla kobiety i że powinna raczej (jak inne panny w jej wieku) szykować się do małżeństwa. I skupić się wyłącznie na tym. Cornelia nie mogła się na to zgodzić. Chciała nabytą wiedzę jakoś wykorzystać. Mówiła po angielsku i francusku, włoską lirykę pochłaniała w oryginale. Ale porozmawiać z przyjaciółkami o tym nie mogła.

„Gdy kuzynki czytały głupie romanse – czytamy w „Matce Goethego” – ona zajmowała się historią kryminalistyki Pitavala, z której korzystał Wolfgang przy pracy nad »Współwinnymi«. Uwaga brata, że lektura ta nie jest dla niej odpowiednia i tylko mężczyzna »będzie umiał ją wykorzystać«, zabolała Kornelię do żywego. Poczuła się przez niego zdradzona, gdy ganił ją, że »czyta zbyt dużo, że czyta złe rzeczy, że nie powinna więcej pisać, a raczej studiować gospodarstwo domowe i nie mniej sztukę gotowania«”. Trudno jej było zrozumieć postawę brata. Tym bardziej że oboje uczyli się od dziecka tego samego i tego samego od nich wymagano. Cornelia nie mogła pojąć, dlaczego odmawiano jej prawa do wykorzystania nabytej wiedzy. I nie rozumiała w związku z tym, po co ją kształcono. Buntowała się, że najpierw pokazano jej ogrom możliwości, a następnie brutalnie je odebrano. Bo szczęście Cornelii rodzice i brat widzieli jedynie w zamążpójściu.

Wydawało się jej, że nie mają przed sobą tajemnic. Tymczasem jesienią 1765 r. Wolfgang zataił przed nią chęć studiowania w Lipsku, o czym Cornelia dowiedziała się dopiero na dzień przed jego wyjazdem. Wpadła wtedy w przerażenie, że zostaje z rodzicami sama. Tym bardziej że Wolfgang stanął po stronie matki, która próbowała nakłonić córkę do zainteresowania się obowiązkami przyszłej żony i pani domu. A Cornelia gardziła wszystkim, co dotyczyło gospodarstwa domowego. W listach z Lipska Wolfgang nawoływał: „Żądam, byś dochodziła do perfekcji w tańcu, nauczyła się popularnych gier w karty i nabrała smaku w ubiorze”. Ale jednocześnie żywił przekonanie, że siostra nadaje się bardziej na przeoryszę klasztoru niż na żonę. Z myślą o niej napisał: „Gdyby w klasztorze tkwiła i twarz welonem zakryła, wyszłoby to tylko na jej korzyść”.

  • Kategoria: Świat
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze