Biada zwyciężonym. Europa wyglądałaby zupełnie inaczej gdyby nie...

Kazimierz Pytko

Reportażysta, podróżnik. Współpracownik "Focusa" i "Focusa Historii". Laureat Nagrody Kisiela.

W 46 r. p.n.e. ostatni wielki wódz Galów Wercyngetoryks oddał się w ręce Cezara. Pojechał do swego pogromcy, zsiadł z konia, zdjął zbroję, rzucił miecz i padł na kolana. Fot. British Museum

Celtowie zajęli niemal całą zachodnią Europę. Zaatakowali też i złupili Rzym. Historia zachodniej cywilizacji mogła się potoczyć inaczej, gdyby celtyckie plemiona się zjednoczyły!

Wielka epopeja Celtów zaczęła się u zarania I tysiąclecia p.n.e., gdy ten tajemniczy lud wyruszył ze swych siedzib na terenie dzisiejszej Bawarii, Czech i Austrii. Był przedsiębiorczy, wojowniczy i bardzo płodny. W ciągu kilku wieków dotarł do wybrzeży Atlantyku, przeprawił się na Wyspy Brytyjskie, przeszedł przez Alpy i Pireneje. Celtowie znali brąz i żelazo, podczas gdy tubylcza ludność zajmowanych ziem trwała jeszcze w epoce kamiennej.

Łagodnością Celtowie nie grzeszyli, jednak nie wiadomo, ile w ich ekspansji było brutalnej przemocy, a ile przewagi kulturowej, ułatwiającej narzucenie własnej woli. Dopiero po zejściu z Alp na Półwysep Apeniński zderzyli się z godnym siebie przeciwnikiem – wschodzącą potęgą Rzymu.

CZARNY DZIEŃ

Mieszkańcy Italii nie byli w stanie stawić czoła najeźdźcom, o których historyk Diodor Sycylijski pisał: „wygląd mają przerażający (…) niektórzy do tego stopnia gardzą śmiercią, że stają do boju nago, mając na sobie tylko pasek”. Nie obcinali włosów i wąsów, więc gdy z rozwianymi czuprynami i potwornym wrzaskiem rzucali się do ataku, budzili paraliżujący strach. Wzmacniany przez dyndające głowy zabitych przeciwników, które obcinali i przywiązywali do karków swych koni.

Około 391 r. p.n.e. połączone siły kilku celtyckich plemion wtargnęły do Etrurii i dotarły aż pod miasto Clusium w środkowych Włoszech. Przerażeni Etruskowie zwrócili się o pomoc do Rzymu, z którym na przemian wojowali i zawierali sojusze.

Senat wysłał do najeźdźców utrzymane w ostrym tonie ostrzeżenie, ale celtycki dowódca Brennus potraktował to jak wyzwanie na pojedynek. Ściągnął dodatkowych wojowników z macierzystego plemienia Senonów i skierował się w stronę Wiecznego Miasta.

Według kronikarza Polibliusza w roku 387 p.n.e. (a zdaniem współczesnych historyków w 390 r.) dotarł nad Allię, niewielki dopływ Tybru. Tam naprzeciw mrowia Celtów stanęła lepiej uzbrojona i wyszkolona rzymska armia. Wynik bitwy wydawał się przesądzony. Długowłosi jeźdźcy i piechurzy zręcznie uniknęli jednak gradu wyrzuconych w ich stronę oszczepów i w szaleńczym pędzie runęli na zaskoczonych przeciwników. Zastosowali swą ulubioną taktykę polegającą na wdarciu się w szeregi wroga, przebiciu przez nie i zaatakowaniu od tyłu. Zdezorientowani Rzymianie nie mogli się wycofać w zwartym szyku, więc wpadli w panikę i rzucili się do ucieczki. Nielicznym udało się przepłynąć wpław rzekę, większość zginęła. Klęskę nad Allią przez wieki wspominano jako dies ater – czarny dzień w historii Rzymu.

Celtów od miasta dzieliło już tylko 16 km, a droga stała otworem. Zdobyli je bez walki, gdyż żadna dzielnica poza Kapitolem nie miała fortyfikacji obronnych. Przez siedem miesięcy najeźdźcy plądrowali i niszczyli wszystko, co wpadło im w ręce. Załoga Kapitolu na próżno oczekiwała odsieczy. Gdy skończyły się zapasy żywności i broni, obrońcy poddali się.

  • Kategoria: Świat
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus Historia 4/2016
  • c
Komentarze