Uważano ich za bestie, ze strachem opisywano zwyczaje. Barbarzyńcy, którzy zatrzęśli imperium

W jego służbie Aecjusz odnosił sukcesy w walkach z Gotami i stopniowo sięgał po coraz wyższe stanowiska. W razie problemów wciąż mógł liczyć na poparcie ze strony Hunów. Tak wyrósł na najpotężniejszego człowieka na Zachodzie.

POTWORY Z BAGIEN

Z dzieła Ammianusa wynika, że jego poprzednicy niewiele wiedzieli na temat Hunów. Ze źródeł zachowanych do naszych czasów jedynie Klaudiusz Ptolemeusz (II w.) wzmiankuje to plemię gdzieś za rzeką Tanais (Don) i Morzem Azowskim. Również późniejsze źródła często wzmiankują „bagna meockie” jako praojczyznę Hunów. W czasach Ptolemeusza musiały pojawić się tam luźne forpoczty tych koczowników. Większa część musiała znajdować się na wschodzie. Jak daleko? Już w XVIII w. Joseph de Guignes stworzył teorię, w myśl której Hunowie wywodzą się z ludu Xiongnu, nękającego Chiny za czasów dynastii Han (206 r. p.n.e. – 220 r. n.e.). W I wielu Xiongnu podzielili się na dwie grupy. Południowa osiedliła się w Chinach i wraz z armią cesarską zadała klęskę grupie północnej. Niedobitki północnych Xiongnu przeniosły się na zachód. Pojawia się pytanie, czy można utożsamić ze sobą dwa plemiona, oddalone nie tylko o setki kilometrów, ale także o kilka stuleci?Bardzo długo wyobrażano sobie, że ludy koczownicze były dość jednolite etnicznie i przenosiły się w całości. Na badaniach naukowych odciskały się lokalne nacjonalizmy, w niektórych krajach wsparte wcześniejszą tradycją – np. Węgrzy już w średniowieczu uważali się za potomków Hunów. Badanie etniczności starożytnych ludów stepowych jest z wielu powodów problematyczne. Do dyspozycji mamy niemal wyłącznie świadectwa kultury materialnej. Dostępne dane językowe zwykle ograniczają się do garści imion i toponimów, które łatwo przechodzą od jednego ludu do drugiego. Od jakiegoś czasu argumentem w dyskusji staje się także genetyka. Jak stwierdza Paweł Janik, archeolog z Uniwersytetu Warszawskiego, genetyka i badania archeologiczne wskazują, że de Guignes miał zapewne rację. Wydaje się, że Xiongnu osiedli w tzw. Siedmiorzeczu, na obszarze dzisiejszego Kazachstanu i Kirgizji. Źródła chińskie umieszczają tam pomniejsze grupy Xiongnu. Część z nich musiała z czasem ruszyć na zachód, stając się europejskimi Hunami. Inni, jako Heftalici („Biali Hunowie”), podbili szmat Iranu i Indii.  Żadna z tych grup nie była jednorodna etnicznie. Wśród europejskich Hunów występują imiona germańskie, irańskie i starotureckie. Srebrne naczynie znalezione w osadzie Kerchev (okolice Permu, Rosja) nosi napis w runach starotureckich wspominający syna Attyli Dengezika. Wskazywać to może na turecki.

ATTYLA, BICZ BOŻY

Gdy Aecjusz mozolnie budował swoją pozycję, wśród Hunów doszedł do władzy Attyla. Jak pisał historyk Jordanes, był „człowiekiem, który przyszedł na świat, by trwożyć ludy i napawać postrachem kraje. Niepojętym zrządzeniem losu wszędzie wzniecał grozę”.

W 448 r. zgłosił pretensje terytorialne pod adresem wschodniego cesarstwa. W odpowiedzi Konstantynopol wysłał do niego poselstwo, w którego skład wchodził także… zamachowiec. Wysłannikom cesarza długo odmawiano audiencji. Gdy mieli już odjechać, wódz zgodził się przyjąć posłów w swoim namiocie. „Wszedłszy do środka zastaliśmy Attylę, jak siedział na drewnianym stołku. Zatrzymaliśmy się w pewnym oddaleniu od tronu; zaraz wystąpił naprzód Maksyminos, pozdrowił barbarzyńcę, a wręczając mu pismo od cesarza dodał, że jemu i jego otoczeniu cesarz życzy zdrowia. Ten zaś odpowiedział, żeby i Rzymian spotkało to, czego jemu życzą” – opisywał jeden z posłów Priskos.

Członkowie poselstwa zostali zwymyślani przez Attylę, który wiedział już o planach zamachu. Do przelewu krwi jednak nie doszło, za to Priskos trafił z orszakiem władcy Hunów do jego stepowej „stolicy”: „Przeprawiwszy się jeszcze przez kilka rzek stanęliśmy w olbrzymiej wsi, w której – jak mówiono – był pałac Attyli, okazalszy od wszystkich innych, a zbudowany z drzewa i pięknie gładzonych desek, otoczony drewnianą palisadą nie w celach obronnych, lecz dla ozdoby”.  Tam posłowie doczekali się kolejnej sposobności rozmowy z wodzem. Barbarzyńca domagał się przysłania do niego znamienitszych posłów, grożąc wojną. Jak oceniali Rzymianie, „powodzenie uczyniło Attylę zachłannym i niepohamowanym, bo istotnie żaden z dotychczasowych władców Hunów w tak krótkim czasie nie stworzył tak potężnego państwa na równie olbrzymich obszarach”. Priskos i jego towarzysze odjechali z niczym.

Jednak kolejne poselstwo spotkało się z zaskakująco dobrym przyjęciem Attyli. Wódz jakby złagodniał. Oddał nawet część jeńców, nie domagając się okupu. Ponieważ na przełomie lat 449–450 jego uwaga zwracała się już na zachód. Skłoniła go do tego wyjątkowa okoliczność…

Komentarze