Ten germański wódz pokonał niezwyciężonych Rzymian. Mimo to przegrał

Niemieccy archeolodzy odkryli m.in. maski (na zdjęciu replika) rzymskich kawalerzystów. Używano ich głównie podczas ćwiczeń, rzadziej w bitwie. Fot. PAP

Czyżby zatem Arminiusz zginął z ręki rodzonego brata Flawusa? Dziś na to pytanie nikt nie jest już w stanie udzielić pewnej odpowiedzi. Faktem jest, że relacje między braćmi nie układały się dobrze. Tacyt przekazał, jakoby Arminiusz szydził z brata, nazywając go zdrajcą, odstępcą własnego rodu i ludu, a nawet sługusem Rzymian. Omal nie doszło do rozprawy między braćmi przed wspomnianą germańskorzymską bitwą pod Indistaviso (16 r. n.e.). Obrzucili się wyzwiskami i pewnie by się pozabijali, gdyby nie rozdzielała ich rzeka.

Potomkowie starożytnych Germanów nie śmieli już nazwać Arminiusza zdrajcą. W XIX wieku Niemcy odkryli go na nowo. Wówczas rodzący się nacjonalizm uczynił z Cheruska symbol skutecznego oporu wobec najeźdźców. Arminiusza zaczęto nazywać praojcem Niemców. Także w III Rzeszy chętnie nawiązywano do legendy Arminiusza. Dla odmiany dziś postać pogromcy Rzymian jest w Niemczech… niemal zapomniana. A przecież czyny postawiły go w jednym rzędzie z Grekiem Pyrrusem oraz Kartagińczykiem Hannibalem  – najgroźniejszymi wrogami potężnego starożytnego Rzymu.

Komentarze