Ten germański wódz pokonał niezwyciężonych Rzymian. Mimo to przegrał

Niemieccy archeolodzy odkryli m.in. maski (na zdjęciu replika) rzymskich kawalerzystów. Używano ich głównie podczas ćwiczeń, rzadziej w bitwie. Fot. PAP

Szybko okazało się, że Germania (w ujęciu starożytnym znacznie większa niż ta średniowieczna: na terenie obecnych Czech bardzo długo mieszkali celtyccy Bojowie, ale zostali podbici przez Markomanów, od tamtego czasu Rzymianie uważali te obszary za germańskie – przyp. aut.) była zbyt mała dla tych dwóch ambitnych ludzi. Marbod wprawdzie już około 6 r. n.e. przyjął tytuł królewski, jednakże po bitwie w Lesie Teutoburskim jego ziomkowie coraz życzliwiej spoglądali na Arminiusza, okrytego chwałą wyzwoliciela Germanii.

Popularność pogromcy Warusa spowodowała, że Longobardowie i Semnonowie – dotychczas podporządkowani Markomanom – przeszli na stronę Cherusków. Z drugiej strony stryj Arminiusza Inguiomerus, za zdrosny o pozycję bratanka, opowiedział się za Marbodem. Była to zapowiedź przyszłych zdrad krewniaków i buntów ludów, niezamierzających ugiąć karku przed Arminiuszem.

Tymczasem szczęście dopisywało Cheruskowi. Wojna rozpoczęła się od jego zwycięstwa w zaciętej bitwie w Lesie Hercyńskim w 17 r. n.e. Jednak wkrótce sytuacja stała się patowa, ponieważ Marbod umiejętnie bronił się i usiłował uzyskać pomoc Rzymu.

FORTUNA ZMIENNA JEST

Król Markomanów, choć odparł Arminiusza, wkrótce został wygnany przez ambitnego księcia Katualdę. Rzymianie – mimo że wcześniej odmówili dawnemu protegowanemu pomocy w walce – nie zostawili jednak Marboda na pastwę losu. Uznali, że król Markomanów może jeszcze w przyszłości im się przydać. Wygnaniec znalazł azyl w Rawennie, gdzie żył w dostatku jeszcze osiemnaście lat. Być może miał okazję spotkać Tusneldę i Tumelika.

Arminiusz zaś po upadku Marboda stał się najpotężniejszym człowiekiem w Germanii. Rychło okazało się, że wyzwoliciel i obrońca wolności Germanów dąży do władzy królewskiej i podporządkowania sobie jak największej liczby plemion. Wzbudziło to wrogość niedawnych sprzymierzeńców, którzy między 18 a 21 r. n.e. zbrojnie wystąpili przeciw Arminiuszowi w obronie suwerenności. Niestety, nic nie wiemy o przebiegu nowej wojny w Germanii – poza lakonicznym stwierdzeniem Tacyta, że walki toczyły się ze zmiennym szczęściem. Wrogowie Cheruska nie przebierali w środkach, żeby pozbyć się ciemiężyciela. Książę Chattów Adgandestrius zaoferował nawet Tyberiuszowi, że usunie Arminiusza za pomocą trucizny. Cesarz udzielił wodzowi Chattów wyniosłej odpowiedzi, że „nie zdradą i skrytymi środkami, lecz jawnie i z bronią w ręku zwykł naród rzymski mścić się na swoich wrogach”.

PRAWDZIWA SŁAWA NIE PRZEMIJA

Ostatecznie oswobodziciel Germanii zginął w 21 r. n.e., zdradzony przez własnych krewnych. Nie dożył nawet czterdziestki. Okoliczności mordu nie są jasne. Żywa pozostała za to wśród Germanów pamięć o wodzu. Tacyt, pisząc swe dzieło sto lat po śmierci Cheruska, wspominał, że „jeszcze teraz śpiewają o nim barbarzyńskie ludy”.

Zdaniem Hansa Delbrücka, wybitnego historyka wojskowości, losy Arminiusza stały się kanwą dla „Pieśni Nibelungów”, a postać wodza Cherusków stanowi pierwowzór legendarnego Zygfryda. Delbrück wylicza wiele podobieństw między dziejami bohatera „Pieśni Nibelungów” i historycznego germańskiego przywódcy. „Podobnie jak Arminiusz, Zygfryd umiera młodo i u szczytu sił w rezultacie zazdrości i zdrady własnych krewnych. Żona pozostaje wierna jemu, nie swojej rodzinie. Morderca Zygfryda, Hagen, ma tylko jedno oko, o czym nie ma wzmianki w legendzie o skarbie Nibelungów, lecz wiemy o tym z innego przekazu. Tę samą informacje mamy na temat Flawusa, brata Arminiusza, który walczył po stronie Rzymian. Cały książęcy ród Cherusków – poza synem Flawusa, który żył razem z Rzymianami – został wyniszczony w starciach, jakie nastąpiły po śmierci Arminiusza. Podobnie stało się ze wszystkimi książętami Nibelungów” – wyjaśniał Delbrück w trzecim tomie pracy „Antyczna sztuka wojenna”.

Komentarze