Prorok czy heretyk? Jego kazania rozpalały emocje, on sam spłonął na stosie

W PROCH SIĘ OBRÓCISZ

Noc nie ostudziła emocji w mieście. Następnego dnia lud zaatakował klasztor San Marco. W tym samym czasie tłum miejski wtargnął do domu Francesco Valoriego, polityka i wyznawcy Savonaroli. Zabito jego żonę, wnuka, a dom spalono. Wkrótce na ulicy zamordowano samego Valoriego. Ten mord stanowił odwet za wyrok śmierci dla popleczników Medyceuszy w 1497 roku. Tymczasem bitwa o klasztor trwała. Gdy władze miejskie przysłały ludzi po Savonarolę, ten postanowił oddać się w ich ręce. Wraz z dwoma innymi zakonnikami udał się do pałacu miejskiego, gdzie został aresztowany. Rozpoczęły się przesłuchania i tortury, które trwały kilka miesięcy. Proces kilkakrotnie przerywano. Savonarola w celi pisał swoje ostatnie dzieło – „Medytacje więzienne”. Tymczasem Aleksander VI niecierpliwił się. Próbował wymusić na władzach miejskich wysłanie więźniów do Rzymu. Bez skutku. 

W końcu Borgia przysłał do miasta swoich komisarzy, którzy doprowadzili proces do końca w ciągu trzech dni. Wszystkich oskarżonych skazano jako heretyków i schizmatyków. Zdegradowano ich, co oznaczało, że nie należeli już do duchowieństwa, i oddano w ręce władzy świeckiej, która miała wykonać wyrok. Była to normalna procedura – inkwizycja w średniowieczu nie miała prawa skazywać na śmierć heretyków i nie wykonywała egzekucji. Według podobnej procedury kilka dziesięcioleci wcześniej na śmierć skazano Dziewicę Orleańską Joannę d’Arc. Hieronim Savonarola wraz ze swoimi dwoma najwierniejszymi wyznawcami – Dominikiem Buonvicinim i Sylwestrem Maruffim – został stracony 23 maja 1498 roku na głównym placu miejskim przed Palazzo Vecchio. Savonarola zginął ostatni – nie oszczędzono mu widoku śmierci jego wyznawców. Zakonników najpierw powieszono, potem spalono. Szczątki – z obawie o rozwój kultu potencjalnych relikwii – rozkazano wrzucić do rzeki Arno. Kilka dni po egzekucji do miasta dotarł list króla Francji Ludwika XII, który wstawiał się za skazanym – było już jednak za późno.

Komentarze