Prorok czy heretyk? Jego kazania rozpalały emocje, on sam spłonął na stosie

WOJNA Z RZYMEM

Problemy Savonaroli rozpoczęły się, gdy Karol VIII zaczął tracić swą pozycję na Półwyspie Apenińskim. W lipcu 1495 roku król opuścił Italię. Jego odwrót oznaczał polityczną izolację Florencji. Przeciwnicy dominikanina (w tym stronnictwo wygnanych Medyceuszy) przeszli do ofensywy. Jej najważniejszą
areną okazał się dwór papieski.

Papież wiedział, że sama krytyka Kościoła nie stanowi herezji. Borgia po cichu zresztą podziwiał bezkompromisowość dominikanina, jego umiejętności kaznodziejskie i wiedzę. 21 lipca 1495 r. wysłał do Savonaroli pierwsze pismo wzywające go do Rzymu w celu wytłumaczenia się ze swoich proroctw. Nadaremnie. Kilka miesięcy później do Florencji dotarło kolejne pismo, w którym Borgia nazywał przeora piewcą fałszywej doktryny i zakazywał mu głoszenia kazań. Savonarola ustąpił, ale tylko na kilka miesięcy. W 1496 roku znów publicznie krytykował Kościół. Zwolennicy dominikanina tak bardzo obawiali się wówczas zamachu na jego życie, że uformowali uzbrojoną eskortę, która towarzyszyła mu w mieście.
7 listopada 1496 roku Aleksander VI wysłał kolejne pismo – tym razem wymierzone w autonomiczną pozycję Kongregacji Toskańskiej, do której należał klasztor San Marco. Papież praktycznie odbierał Savonaroli władzę nad kongregacją, zaś klasztory podporządkowywał bezpośrednio Rzymowi. I ten
zabieg nie przyniósł efektów.

Zakonnicy z San Marco stali murem za swym przeorem i w liście do Rzymu wyrazili sprzeciw wobec woli papieża. Tymczasem w połowie 1497 roku do władzy we Florencji doszli przeciwnicy Savonaroli. Tę sytuację postanowił wykorzystać syn papieża Cesare Borgia, który słynął z radykalnych i nierzadko krwawych rozwiązań ojcowskich problemów. To on, a nie papież (który jedynie ją zatwierdził), przygotował ekskomunikę dominikanina! Opierała się na trzech zarzutach: Savonarola odmówił stawienia się w Rzymie; głosi fałszywą doktrynę i nie podporządkowuje się rozkazowi w sprawach dotyczących zakonu dominikańskiego. Oficjalne pismo dotarło do Florencji z końcem maja 1497 roku.

I właśnie w tym momencie sytuacja się odwróciła. W czerwcu 1497 roku władzę w mieście znów objęli stronnicy Savonaroli, którzy nie uznali ekskomuniki (kadencje we Florencji trwały zaledwie 2 miesiące). Co więcej, wykryto spisek stronnictwa medycejskiego, które chciało obalić republikę i odzyskać wpływy w mieście. Spiskowców osądzono i skazano na śmierć. Niestety, przy okazji pogwałcono procedury sądowe, co pozostawiło wielki niesmak wśród mieszkańców miasta i skazę na wizerunku stronnictwa Savonaroli.

Mimo to przez kilka kolejnych kadencji najwyższe funkcje pełnili jego zwolennicy. Czując się pewnie, dominikanin zaplanował serię kazań na Wielki Post 1498 roku. Tłumaczył w nich, że ekskomunika jest nieważna, a papież zwyczajnie się myli. Grzmiał: „Czy sądzicie, że boję się Rzymu? Wcale się
nie boję, wyruszam przeciwko niemu”. I kontynuował w bojowym nastroju: „w swej rozwiązłości stałeś się [chodzi o Kościół – przyp. red.] wszeteczną nierządnicą. Jesteś gorszy niż odrażające zwierzę. Kiedyś wstydziłeś się swoich grzechów, dziś już nie. Kiedyś kapłani swoich synów nazywali synowcami,
dziś już nie są synowcami, lecz po prostu synami. Stałeś się domem publicznym. Co robi nierządnica? Zasiada na salomonowym tronie i każdego wzywa: kto ma pieniądze, jest wpuszczony i robi, co mu się podoba, kto pragnie dobra, jest wypędzony precz”.

Komentarze