Najpierw nazistka, potem agentka ZSRR. Szpiegowska historia ciekawsza niż fikcja

DYLEMATY MŁODEJ NAZISTKI

Przez pierwszy rok pobytu w Rzeszy Martha głosiła peany na cześć „nowych” Niemiec. Podobała jej się infrastruktura, zabytki, mentalność obywateli oraz zmiany wprowadzane przez reżim. Dodd była „oczarowana uprzejmością i prostotą” Niemców. Zauważyła, że w przeciwieństwie do Francuzów obywatele Rzeszy „nie byli złodziejami ani egoistami”, nie wykazywali się również „niecierpliwością, chłodem i wyniosłością”. To spojrzenie nader powierzchowne. Sama Dodd przyznawała później, że „nie była zainteresowana polityką ani ekonomią, przede wszystkim chciała doświadczyć »ducha« nowych Niemiec”. W swych wspomnieniach Dodd zapisała: „Czułam się jak dziecko tryskające energią i beztroskie, a powszechne otumanienie – dzieło nowego reżimu – było niczym wino”.

Na osoby próbujące zburzyć wyidealizowany obraz III Rzeszy Martha patrzyła z podejrzliwością. Amerykanka nie chciała wierzyć w istnienie terroru, obozów koncentracyjnych ani prześladowanie Żydów.
Argumentowała, że nagłaśniane przez prasę zagraniczną wydarzenia miały charakter epizodyczny i wynikały z nadmiernego entuzjazmu „rewolucjonistów”.

Wiara Marthy w „Nazi dream” zachwiała się już jesienią 1933 roku. Wpływ na zmianę postawy kobiety miał widoczny antynazizm jej ojca Williama Dodda, który ironicznie nazywał ją „młodą nazistką”. Ambasador wdawał się w dyskusje z córką i podważał jej bezkrytyczny obraz Rzeszy. Na wzrost
wątpliwości Amerykanki wpłynęły również informacje uzyskiwane od Dielsa. Szef gestapo odsłaniał przed nią prawdę o kulisach funkcjonowania państwa nazistowskiego. W ten sposób Dodd dowiedziała się o podsłuchach założonych w jej domu, walkach na szczytach władzy oraz o aparacie kontroli i represji. „Straszny strach, jaki zapanował w Niemczech, demoralizował ludzi tuż przed naszymi oczyma. (…) Wydawało mi się, iż Hitler za pomocą terroru i szpiegowania (…) kontrolował cały kraj” – wspominała.

Napięta atmosfera państwa policyjnego zaczęła wpływać również na samą Marthę, która jesienią 1933 roku popadła w stan histerycznego lęku. „Czasami odczuwam takie przerażenie, że zdarzało mi się budzić mamę i prosić, żeby przyszła spać do mojego pokoju” – przyznawała we wspomnieniach. Czarę
goryczy ostatecznie przepełniła noc długich noży (30 czerwca 1934 roku), gdy Hitler rozprawił się z SA i oponentami politycznymi.

Strach Marthy zwiększał fakt, że kontaktowała się z przeciwnikami Hitlera. Tuż po przyjeździe do Berlina Dodd poznała Amerykankę Mildred Harnack, z którą szybko się zaprzyjaźniła. Córka ambasadora chętnie uczestniczyła w spotkaniach salonu literackiego organizowanych w mieszkaniu Harnacków, a wygłaszane
tam hasła coraz bardziej przypadały jej do gustu. Zarówno Mildred, jak i jej mąż Arvid pracowali na rzecz ZSRR, z czego Martha nie zdawała sobie sprawy. Dodatkowo tajemnicą poliszynela była znajomość Marthy z pracownikiem radzieckiej placówki dyplomatycznej Borysem Winogradowem. W rzeczywistości okazał się on współpracownikiem służb specjalnych ZSRR i chciał pozyskać Dodd jako agentkę. Martha wspominała: „była to pochłaniająca mnie relacja, ale kompletnie bez podłoża politycznego, oprócz faktu, iż dzięki niej dowiedziałam się czegoś o ZSRR”.

Komentarze