Legenda tyranobójców. Czy władcę można zabić?

Kazimierz Pytko

Reportażysta, podróżnik. Współpracownik "Focusa" i "Focusa Historii". Laureat Nagrody Kisiela.

GROŹNIEJSI OD TYRANÓW

Monarchomachowie, a zwłaszcza ideolodzy francuskiej, a potem rosyjskiej rewolucji, nadali tyranobójstwu zorganizowaną formę: władców nie zabijali już samotni zamachowcy, lecz instytucje. Dokonywały tego, by nieodwracalnie zmienić ustrój i politykę państwa. Uznając każdego dynastycznego władcę za tyrana, wywołały jednak uboczny skutek w postaci odrodzenia się idei tyranobójstwa w klasycznym kształcie. W XIX w. znów pojawili się zamachowcy działający na własną rękę, jak John Wilkes Booth (po zamachu na Lincolna ostatecznie wytropiony i zabity). A przede wszystkim jak siejący grozę anarchiści – novum przez nich wprowadzonym było nadanie tyranobójstwu charakteru pośredniego. Zabijając króla, cesarza czy „imperialistę”, nie liczyli na natychmiastową zmianę polityki, lecz na efekt propagandowy, który dopiero w dłuższej perspektywie zaowocuje wybuchem rewolucji. W ciągu kilkunastu lat anarchiści zamordowali: cesarzową Austro-Węgier Elżbietę Bawarską, króla Włoch Umberto I, cara Rosji Aleksandra II, prezydentów USA Williama McKinleya i Francji Sadi Carnota, trzech premierów Hiszpanii: Antonio Cánovasa, José Canalejasa, Eduardo Dato Iradiera.

Rewolucja nie wybuchła i wydawało się, że tyranobójstwo – traktowane jak iskra wzniecająca bunt ludu – przejdzie definitywnie do historii. Tymczasem odrodziło się znowu w latach 70. XX w., tym razem w postaci lewackiego terroryzmu. Prominentni politycy byli już wówczas tak dobrze chronieni, że zamachowcom udało się dopaść tylko jednego szefa rządu – premiera Włoch Aldo Moro. Jako cel ataków wybierali więc postacie jedynie symbolizujące „tyranię” – bankierów, przedsiębiorców, pracowników wymiaru sprawiedliwości. Efekty działań niemieckiej Frakcji Czerwonej Armii (RAF), włoskich Czerwonych Brygad czy francuskiej Akcji Bezpośredniej okazały się identyczne jak anarchistów. Poza
wywołaniem psychozy strachu nie zmieniły niczego. Na szczęście, gdyż rewolucje we Francji i Rosji dobitnie pokazały, że pod hasłami walki z tyranem gnębiącym lud można wprowadzić tyranię, która lud nie tylko pognębi, lecz brutalnie sterroryzuje. Tyranobójcy bywają bowiem czasem bardziej niebezpieczni od tyranów.

Komentarze