Klony bestii. Tajemnica sobowtórów okrutnych władców

Sobowtór – jak pisze Tacyt w „Dziejach” – „dobrał sobie zbiegów, których, włóczących się bez środków do życia, ogromnymi obietnicami był uwiódł, i puścił się na morze”. Burza za-gnała jego statek do wyspy Kythnos na Morzu Egejskim, położonej nieco na południowy wschód od Attyki. Tam wokół samozwańca zaczęli zbierać się zbiegli niewolnicy, pospolici bandyci, dezerterzy z armii. Tych, którzy nie chcieli przyłączyć się do bandy, mordowano lub zmuszano do ucieczki. Zwolennicy sobowtóra rabowali kupców, gromadzili broń. Nowy Neron wyraźnie dążył do przejęcia władzy w imperium.

Klęska samozwańca była trochę kwestią przypadku. Akurat u brzegów Kythnos zacumowały dwa okręty wojenne, na których z Rzymu do Azji Mniejszej płynął Kalpurniusz Asprenas – namiestnik prowincji Galacji i Pamfilii mianowany jeszcze przez Galbę. Zwolennicy pretendenta zaczęli namawiać dowódców tych jednostek, aby przyłączyli się do „Nerona”. Sobowtór chciał popłynąć do Syrii, gdzie stały liczne wojska, lub też do bogatego Egiptu. Opierając się na tych zasobach chciał zdobyć panowanie nad Rzymem. Dowódcy okrętów o wszystkim donieśli jednak swemu przełożonemu. Ten zaś polecił zaatakować jednostkę niedoszłego władcy, którego pojmano i natychmiast stracono. Obciętą głowę najpierw pokazano w miastach Azji Mniejszej, potem zaś wysłano do Rzymu.

BEZCZELNY PETENT

Z wojny domowej po śmierci prawdziwego Nerona zwycięsko wy-szedł pod koniec 69 r. Wespazjan. Po nim władzę przejęli jego synowie – Tytus (79–81) i Domicjan (81–96). Za czasów Tytusa pojawił się kolejny „Neron”. Jak donosi historyk Kasjusz Dion, był to w rzeczywistości niejaki Terencjusz Maksymus. Pochodził z prowincji Azji i z wyglądu przypominał cesarza. Co więcej, umiał grać na lirze i śpiewać. Widać więc, co dla mieszkańca imperium było cechą charakterystyczną dawnego władcy… Tenże „Neron” opowiadał wszystkim, że zbiegł ścigającym go oprawcom i żył dotąd w ukryciu. W samej prowincji Azji zdobył nieco zwolenników. Miał jednak lepszy pomysł niż poprzednik i postanowił szukać wsparcia u potężnego wschodniego wroga imperium, czyli u władcy Partów  Artabanosa III.

W drodze nad Eufrat zyskał wielu zwolenników. W 79 r. król przyjął go z otwartymi ramionami, zyskując pre-tekst do interwencji. Pretendent chyba jednak przeszarżował. Wezwał butnie Artabanosa do udzielenia pomocy, powołując się na hojny gest prawdziwego Nerona, który niegdyś przekazał Armenię członkowi dynastii partyjskiej. Wtedy Partowie doszli do wniosku, że to nie Neron, i samozwaniec został stracony.

ROK CZTERECH CESARZY

W kwietniu 68 r. przeciw Neronowi zbuntował się namiestnik hiszpańskiej prowincji Tarrakońskiej Sulpicjusz Galba. 8 VI 68 r. senat uznał go za cesarza, dzień później Neron popełnił samobójstwo. 2 I 69 r. wojska nadreńskie okrzyknęły cesarzem namiestnika Germanii Dolnej Witeliusza. Zanim ruszył na Rzym, Galba został zamordowany 15 I 69 r. w efekcie spisku Othona, który z poparciem pretorianów został cesarzem. 14 IV 69 r.pod Bedriacum w północnej Italii starły się wojska Witeliusza i Othona. Ten ostatni przegrał i popełnił samobójstwo. Armia zwycięzcy zajęła Rzym. Już jednak 1 VII 69 r. w Aleksandrii okrzyknięto cesarzem Wespazjana, który zyskał poparcie wschodnich i naddunajskich legionów. Armia Witeliusza została rozbita, a on sam stracony 20 XII 69 r. po zdobyciu Rzymu przez zwolenników Wespazjana.

BESTIA Z APOKALIPSY

Losy drugiego sobowtóra (przywodzące na myśl Dymitra Samozwańca i polskie interwencje w Moskwie) zasiały w imperium ziarno niepokoju. Dla władcy Partów poparcie „Nerona” stanowiło pretekst do najazdu. Nic zatem dziwne-go, że za czasów Domicjana, 20 lat po śmierci Nerona, czyli w 88 roku – jak pisze Swetoniusz – „ukazał się ktoś nieokreślonego stanu, podający się chełpliwie za Nerona. Imię jego taką życzliwość zyskało u Partów, że zapalczywie go po-parli i mało na tron cesarski nie wprowadzili”. O tym trzecim pretendencie dziś nic więcej nie wiemy, może poza tym, że szukał pomocy u króla Pakorosa II.

Komentarze