Człowiek, który w pojedynkę wyzwolił miasto. Szeregowiec major

Walki o Holandię były bardzo zacięte (o czym przekonali się także polscy żołnierze). Ale Major wyzwolił Zwolle w zaledwie 1 dzień!

Wślizgnięcie się do miasta pełnego niemieckich żołnierzy, w dodatku w pobliżu linii frontu, nie było prostym zadaniem. Najpierw poszedł Major, cichy jak myszka. Chwilę za nim podążył Asenault. Pech chciał, że narobił nieco hałasu – granaty, które miał w plecaku, za głośno o siebie stukały. To wystarczyło. Niemcy byli czujni, padła seria strzałów. Asenault zginął.

Major przeżył. Miał dwa pistolety maszynowe Sten, worek granatów i wielką ochotę dokończyć misję. Czuł się też winny śmierci towarzysza. „Postanowiłem wtedy wyzwolić Zwolle sam” – wspominał po latach Major. Nie obchodziło go, ilu wrogów spotka po drodze: „Tysiąc Niemców? Nie dbałem o to”.

W centrum Zwolle znalazł się ok. godz. 1w nocy. Opustoszałe ulice, absolutna cisza… Wtem zobaczył gniazdo karabinu maszynowego. Załoga spała. Major zakradł się, obudził żołnierzy i wziął ich do niewoli. Dziesięciu! Potem kazał jednemu z Niemców wsiąść do samochodu zwiadowczego, jeździć z włączonymi światłami i wymachiwać białą flagą.

JEDNOOKI WYZWOLICIEL

Lecz to był dopiero początek. Major, niczym bohater gry komputerowej, grasował po Zwolle i w pojedynkę zabijał nazistów. Strzelał do wszystkich Niemców, których zauważył swoim jedynym sprawnym okiem. Zahaczył nawet o kwaterę miejscowej SS. Znalazł tam ośmiu Niemców. Wszyscy wycelowali broń w Majora, ale jednooki Kanadyjczyk był szybszy. Zastrzelił czterech, pozostali czterej uciekli. I tak przez kilka godzin szalony Kanadyjczyk „zwiedzał” Zwolle. Nic dziwnego, że hitlerowcy wpadli w panikę. Byli przekonani, że to szturm aliantów!

Od czasu do czasu Major musiał przestudiować dużą mapę miasta, którą miał przy sobie. Trudno, by robił to na środku ulicy, zabijając przy okazji nazistów – więc po prostu wchodził do holenderskich domów. Ich mieszkańcy byli przerażeni. Nic dziwnego. Trwa wojna, na ulicach słychać strzały, a w środku nocy wpada uzbrojony żołnierz z opaską na oku. Kiedy jednak Major ściągał kurtkę i pokazywał kanadyjski mundur, uspokajali się. Znajomości zawarte tej nocy miały przetrwać długie lata.

W trakcie „czyszczenia” Zwolle z nazistów Major przypadkiem natknął się na holenderskiego policjanta Fritsa Kuipersa. Mężczyzna nie mówił po angielsku, ale na szczęście język ten znała jego żona. To od niej Kanadyjczyk dowiedział się, że Kuipers jest przywódcą lokalnego ruchu oporu. Z pomocą Fritsa i jego trzech ludzi Major wszedł do ratusza. Bojownicy ruchu oporu wezwali mieszkańców na ulice, a lokalne radio ogłosiło: „Zwolle zostało wyzwolone!”.

Rzeczywiście, o czwartej nad ranem w Zwolle nie było żadnego Niemca. Po garnizonie, liczącym prawdopodobnie kilkuset żołnierzy, nie pozostał nawet ślad! Przekonani, że atakują ich duże siły aliantów, uciekli albo – jak zapewne tłumaczyli później przełożonym – zdecydowali się na taktyczny odwrót. Szeregowiec Major, zmęczony kilkugodzinnym „spacerem”, chciał zrobić jeszcze jedną rzecz: dostarczyć ciało swojego kompana kaprala Wilfrida Asenaulta do kanadyjskiego obozu. Holendrzy załatwili auto, na które załadowali zwłoki, ale gdy zmierzali w kierunku pozycji aliantów, zostali przez nich ostrzelani. Wściekły Major, zapewne przeklinający – jak to Kanadyjczyk z Montrealu – w dwóch językach, stanął na dachu samochodu, aby być lepiej widoczny.

Komentarze