Walentynki nie dla sarmaty

W takim razie związek Zbyszka i Danusi w „Krzyżakach” Sienkiewicza tak naprawdę nie mógłby się u nas zdarzyć?

To było niemożliwe. Nie mieliśmy takich tradycji. Jedyne co u nas było, to związek Zygmunta Augusta z Radziwiłłówną w XVI w., który spotkał się z całkowitym niezrozumieniem. Szlachta niesłychanie dziwiła się, dlaczego król upiera się, by poślubić Barbarę. Przecież mógł postąpić jak każdy monarcha – wziąć ją jako nałożnicę i trzymać przy dworze, a zawrzeć małżeństwo ze względów dynastycznych. Ale to był właśnie ten cudowny kwiat miłości, rozkwitającej w społeczeństwie, które jej nie pojmuje. Szlachta bardziej już rozumiała model szalonej miłości na podłożu erotyczno-zmysłowym, jak w przypadku Sobieskiego i Marysieńki.

A nie jest tak, że gdybyśmy przenieśli się do tamtej epoki, to okazałoby się, że nasi przodkowie byli o wiele bardziej frywolni niż my?

To się zaczęło dopiero w XVII i XVIII w. Szczególnie na dworach Sasów. I dotyczyło głównie magnatów, bo średnia szlachta wciąż tkwiła w obyczajach poprzednich dziesięcioleci. Ale swoboda seksualna mężczyzn zawsze była bardzo duża. Przecież prostytucja była legalna. W miastach działały domy rozpusty. Zwykle prowadził je kat miejski. Wszędzie tam, gdzie pojawiała się większa grupa mężczyzn (np. podczas sejmu), zaraz ściągały tłumy niewiast lekkiego prowadzenia. I rzeczywiście mężczyźni korzystali z uroków życia. Nikt się tym nie gorszył. Kontrola społeczna była natomiast silna w stosunku do kobiet. Chodziło o pewność, że potomstwo jest legalne. Jeżeli na wiarołomstwie przyłapano kobietę, to wyciągano ostrzejsze konsekwencje. Na początku XVII w. był taki trójkąt: Zofia z Radziwiłłów, żona Krzysztofa Drohostajskiego, nawiązała romans z ubogim szlachetką Stanisławem Tymińskim. Mogła sobie na wiele pozwolić, bo Drohostajski to była średnia szlachta, a ona pochodziła z Radziwiłłów. Więc mąż trochę bał się narazić teściom. Ale sprawa romansu zrobiła się tak głośna, że wytoczył proces Tymińskiemu. Co zabawne, oskarżył go jednak nie o cudzołóstwo i uwiedzenie żony, lecz o kradzież klejnotów. Proces zakończył się skazaniem Tymińskiego na banicję, ale najbardziej poszkodowana była niewierna żona. Mimo że z Radziwiłłów, Zofia została zamknięta pod strażą w jakimś małym dworku na głuchej wsi.

Dlaczego poszkodowany mąż nie wytoczył sprawy o wiarołomstwo, lecz o kradzież?

Prawdopodobnie nie chciał, żeby przylgnęło do niego określenie „rogacza”. Przy tym takie oskarżenie najciężej traktowano nie u nas, ale na Zachodzie. Taka sprawa kończyła się tam śmiertelnie poważnie. Mężczyzna nazwany „rogaczem” miał do wyboru dwa wyjścia: albo popełnić samobójstwo, albo zabić w pojedynku kochanka żony. Natomiast w Polsce na „rogacza” patrzono trochę z przymrużeniem oka. Bardzo piękną fraszkę napisał na ten temat Jan Kochanowski. Opisał, jak żona rodzi, a przejęty mąż krąży koło drzwi sypialni. Małżonka, żeby go pocieszyć, woła: „Nie frasuj się, nie twoje!”. Na takie żarty żaden Francuz ani Włoch by się nie zdecydował.

A czy tolerowano w Polsce nietypowe związki? Co z „kochającymi inaczej”?

Znano wtedy w Polsce te inne rodzaje miłości. To nie są sprawy tylko XX i XXI w. Była jednak ogromna tolerancja. Przecież Władysław IV Waza, prowadzący niezwykle bujne życie erotyczne, miewał m.in. także homoseksualne przygody. Jego faworytem był przyjaciel z lat dziecinnych Adam Kazanowski, którego obsypywał podarkami i bogatymi nadaniami. Oczywiście informacje o tego typu związkach były ukrywane, gdyż mogły pokrzyżować ambitne plany polityczne króla. W źródłach znajdujemy więc najwyżej mgliste aluzje. O ile w XVI wieku, w dobie renesansu, ludzie dość tolerancyjnie spoglądali na różne przejawy życia erotycznego, o tyle w czasach kontrreformacji, w XVII i XVIII w., wzmożona religijność zmieniła w sposób znaczny także zachowania seksualne. Niemniej były osoby, które nie pretendując do robienia kariery, nie dbały o opinię. Np. w połowie XVIII w. ordynat ostrogski książę Janusz Sanguszko jawnie zaniedbywał żonę i – jak stwierdza w „Opisie obyczajów za panowania Augusta III” Jędrzej Kitowicz – „obmiotem jego pasji był jaki hoży młodzieniec, na którego wysypywał niemal wszystkie skarby swoje”. Zdarzało się zresztą nawet tolerowanie kazirodztwa. W XVIII w. przyrodnie rodzeństwo: Stanisława i Annę Oświęcimów łączyło (jak wynika z zachowanego diariusza) głębokie uczucie. Była to dosyć głośna sprawa w Rzeczypospolitej. W gruncie rzeczy wydaje się, że od tego czasu nie tak wiele się zmieniło w pewnych aspektach życia Polaków...
 

  • Kategoria: Polska
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze