Zamek biskupów w Lidzbarku Warmińskim: Wszystkie kolory gotyku

Radosław Żydonik

Historyk, podróżnik i muzyk. Pracuje w jednym z gdańskich archiwów

Zamek biskupów warmińskich w Lidzbarku Warmińskim Wikimedia Commons

Jest doskonałym przykładem zamku komturskiego. Dziwne - bo nigdy nie mieszkali tam Krzyżacy! Rezydencja biskupów w Lidzbarku Warmińskim to jedna z najpiękniejszych ceglanych warowni w Europie, ze względu na bezcenne malowidła nazywana „kolorowym zamkiem”.

Śpiewam w chórze pospołu z mymi kanonikami; pozwalamy sobie na lekkie niestrawności, ziewamy z wdziękiem, po czym usypiamy, aby obudzić się jak najpóźniej, a dalej przygotować się do następnego snu - pisał z Lidzbarka Warmińskiego w liście do hr. Lehndorffa bp Ignacy Krasicki. Był grudzień 1778 r. Od 12 lat „książę poetów polskich” zasiadał na biskupim tronie Warmii. Zyskał splendor, tytuł książęcy i wspaniałą rezydencję - przepiękny gotycki zamek, którego... szczerze nie cierpiał. Ze względu na mroczne wnętrze, wilgoć i przeciągi. Surowa średniowieczna cegła przyprawiała go o dreszcze. „Jest tu tak zimno, tak zimno, że ledwo utrzymać mogę pióro” - skarżył się przyjaciołom. O dziwo, mimo niewygód, zamek działał na niego niezwykle inspirująco - w końcu to właśnie w Lidzbarku powstały najsłynniejsze dzieła poety biskupa: „Monachomachia” oraz „Myszeida”.

CUDOWNIE OCALONY

Gdyby Krasickiemu zaproponowano wyburzenie warowni i zastąpienie jej komfortowym pałacem, nie wahałby się ani chwili. Cóż, w dobie oświecenia gotyk był passé. Całe szczęście, większą wrażliwością na piękno średniowiecznej architektury wykazali się mieszkańcy miasta. I gdy po wyprowadzce poety z Lidzbarka (1794) władze pruskie chciały warownię wyburzyć - zaprotestowali. Skutecznie. Plany zweryfikowano i w XIX w. na cegłę rozebrano jedynie zimny i niewygodny pałac biskupa Wydżgi z końca XVII w., szpecący skrzydło bramne.

Uratowano w ten sposób przed zagładą jeden z najpiękniejszych ceglanych zamków Europy Historia była dla niego wyjątkowo łaskawa. Wyszedł bez szwanku z niezliczonych kampanii wojennych, które od średniowiecza po wiek XX przetaczały się przez Warmię. Zimą 1945 r. Lidzbark rozjechały sowieckie czołgi. Niemal całe miasto (80 proc.) zamieniło się w kupę gruzu. Nietknięta pozostała tylko rezydencja biskupów.

Takiego szczęścia nie miał zamek w Malborku (zniszczony w 60 proc.). Dlatego, spacerując po Lidzbarku, można usłyszeć od przewodników: „Malbork? A co tam jest do oglądania? Przecież to w połowie rekonstrukcja. Nie to co u nas. W zamkowej wędzarni wciąż poczuć można zapach dymu sprzed 200 lat! Wejść na ambonę, z której Krasicki głosił kazania. I zajrzeć do biblioteki, gdzie biskup Grabowski w XVIII w. odnalazł rękopis kroniki Galla Anonima”. Jakim cudem umknął uwadze Szwedów, którzy zimą 1703 r. pod okiem króla Karola XII wywieźli z zamku całą bibliotekę? Nie wiadomo. Jedno jest pewne - u Galla nie znajdziemy ani słowa o Lidzbarku. Informacji o początkach dawnej stolicy Warmii szukać trzeba w „Kronice Ziemi Pruskiej” krzyżackiego księdza Piotra z Dusburga.

ŚWIĘTA WARMIA

Według niego w 1241 r. na wydartej plemionom pruskim ziemi Krzyżacy wznieśli strażnice m.in. w Reszlu, Braniewie i Lidzbarku, „umieszczając w nich dla ich obrony wielu braci i uzbrojone załogi”. Te trzy krzyżackie przyczółki na targanym niepokojami terenie znalazły się dwa lata później w granicach nowo utworzonej diecezji warmińskiej. W 1251 r. biskup Anzelm na mocy traktatu z zakonem wydzielił z jej granic uposażenie dla siebie i kapituły katedralnej. W ten sposób powstało dominium warmińskie. Rządzony przez biskupów i kanoników pas ziemi, ciągnący się na wschód od Zalewu Wiślanego (Braniewo) przez Pieniężno i Lidzbark (centrum) aż po Wielką Puszczę na wschodzie (Reszel).

Państewka biskupów (tzw. Świętej Warmii) - podobnie jak pozostałej części Prus Krzyżackich - strzegły w tym czasie drewniano-ziemne grodziska i prowizoryczne strażnice wybudowane w koronach starych dębów. Teren był wciąż niespokojny. Ochrzczona mieczem ludność pruska czekała na okazję, by wystąpić przeciwko rycerzom w białych płaszczach. Nadarzyła się w lipcu 1260 r., gdy Krzyżacy ponieśli sromotną klęskę w bitwie ze Żmudzinami nad jeziorem Durben. Za miecz chwycił wówczas wódz Natangów Herkus Monte, a dwa miesiące później w ogniu powstania stały już całe Prusy. „Niedługo potem - pisze Dusburg - Prusowie trzema oddziałami wojska, trzema machinami oblężniczymi oraz innymi sprzętami wojennymi oblegli zamek biskupa warmińskiego w Lidzbarku. Oblężeni w nim obrońcy, przyciśnięci głodem, zjedli 250 koni i ich uprząż. W końcu kiedy całkiem zabrakło im żywności, opuścili zamek i potajemnie wycofali się aż do miasta Elbląga, gdzie wyłupili oczy wszystkim zakładnikom pruskim, których ze sobą przywiedli, i odesłali ich do krewnych”.

Gdyby nie szybka reakcja papieża Urbana IV który ogłosił krucjatę do Prus, nęcąc uczestników gwarancją wiecznego zbawienia, powstanie zakończyłoby się dla zakonu katastrofą. Dzięki posiłkom Krzyżacy przeszli do ofensywy. Kulminacją działań pacyfikacyjnych było odbicie Lidzbarka w 1273 r. „Mistrz i bracia [...], aby pomścić krzywdę poległych, zebrali całą potęgę swojego wojska i wtargnęli na ziemię Pogezanii, pustosząc ją od krańca do krańca grabieżą i ogniem. Mężczyzn zabili, a kobiety i dzieci uprowadzili w niewolę. Ponadto zamek Lidzbark, który znajdował się wówczas w ręku Pogezanów, zdobyli, a wszystkich ludzi pojmali i wymordowali. I odtąd ziemia pruska żyła w pokoju” - odnotował z satysfakcją krzyżacki kronikarz.

  • Kategoria: Polska
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus Historia 5/2014
  • c
Komentarze