Kasztanka wiecznie żywa

Marcin Jamkowski

Niezależny dziennikarz i fotograf, właściciel firmy Adventure Pictures (www.adventurepictures.eu)

Choć od jej śmierci upłynęły 82 lata, to ulubiona klacz Marszałka Piłsudskiego wciąż budzi wiele emocji. Pisze się o niej w prasie, stawia pomniki, maluje obrazy…

Niektórzy uczestnicy pogrzebu Marszałka w Krakowie do dzisiaj wspominają Kasztankę, która krok za krokiem powolutku szła w kondukcie za trumną ze zwłokami Józefa Piłsudskiego. I tylko prawdziwi znawcy rozpoznali mistyfikację. Prowadzona przez dwóch oficerów klacz nie miała nic wspólnego z dosiadaną kiedyś przez Piłsudskiego. Po pierwsze ta mogła pochwalić się tylko trzema białymi nadpęciami, a Kasztanka miała białe wszystkie cztery. A po drugie – wiernej klaczy nie było na świecie już od... ośmiu lat. Stała wypchana w Belwederze do pogrzebu swojego właściciela w 1935 r.

Informację o śmierci Kasztanki redaktorzy „Kuriera Porannego” podali w czwartek 24 listopada 1927 r. Wiadomość o słynnej klaczy konkurowała ze sprawozdaniem z aresztowania przestępców grających w karty, kości i domino w warszawskiej kawiarni Borucha Turowera oraz z reklamą wody gorzkiej „Franciszka Józefa” – „łagodnie działającym środkiem czyszczącym, stosowanym z doskonałym skutkiem zwłaszcza u położnic”. „Stara Kasztanka Marszałka padła wczoraj. Przez trzynaście lat, od krwawych bojów Pierwszej Kadrowej pod Kielcami służyła Komendantowi – wtedy, gdy był On Szarym Brygadierem, a potem, gdy po zwycięskim pochodzie na Kijów i pokonaniu wroga u wrót stolicy przyjmował hołd Narodu. Jak siwy koń Czarnieckiego, jak bułanek księcia Józefa, jak biały koń Napoleona – Kasztanka była ulubionym koniem Komendanta. Gdy Legiony szły na bój przez ziemię kielecką – przypominał „Kurier” – państwo Popielowie [klacz podarował Piłsudskiemu Ludwik Popiel – przyp. red.], ziemianie tamtejsi, rycerskim zwyczajem darowali ją Komendantowi. Odtąd przez cały okres bojów służyła Wodzowi – ostatni raz widziano ją jeszcze w Warszawie w dzień Święta Narodowego 11 listopada w czasie defilady na placu Saskim”.

Kasztanka zdechła w wieku 17 (lub 18 lat) z powodu powikłań po feralnej podróży pociągiem. Zachował się odpis rozkazu dziennego nr 251 z 25 listopada 1927 r. 7. Pułku Ułanów: „Dnia 3 listopada klacz Kasztanka, własność Marszałka Piłsudskiego, została wysłana do Warszawy na defiladę z okazji obchodu 9-lecia Niepodległości Polski w dniu 11 listopada. Wysłanie nastąpiło na zarządzenie gabinetu wojskowego Ministra Spraw Wojskowych. W dniu 21. 11. 1927 r. została odesłana do Mińska Mazowieckiego transportem kolejowym, gdzie w drodze zachorowała. Na miejscowym dworcu pomimo udzielonych zabiegów lekarskich, przez lekarza weterynarii 7. Pułku Ułanów, porucznika W. Koppe, nie zdołała się już podnieść. Została przywieziona do koszar. Wobec pogarszania się stanu zdrowia została zawezwana pomoc lekarska z Warszawy i w nocy z dnia 21 na 22. 11. przybył ppłk lek. wet. Konrad Millak i ppłk lek. wet. Władysław Kulczycki. Lekarze ci nadal czynili energiczne zabiegi lekarskie – nie zdołali polepszyć stanu zdrowia i o godz. 10 tegoż dnia wydali następujące orzeczenie: Poważny uraz wewnętrzny, silne zaburzenia naczyń krwionośnych i serca”. Kasztanka padła następnego dnia o 5 rano. „Oficer, który miał ją w swojej pieczy – napisał we wspomnieniach dowodzący 7. Pułkiem Ułanów płk Zygmunt Piasecki – odesłał ją, ale jakże nieopatrznie postąpił. Załadował ją do wagonu jedną jedyną w wagonie i bez eskorty odesłał do Mińska Mazowieckiego. Można sobie wyobrazić, co biedna Kasztanka musiała przechodzić, jak się ślizgać w środku wagonu podczas wekslowania pociągu na międzytorzach. Musiała upaść i nadwyrężyć sobie kręgosłup – bo jak otworzyliśmy wagon – leżała, nie mogąc się podnieść. Żołnierze i oficerowie unieśli ją na rękach z wagonu na platformę i tak przewieźliśmy ją do koszar”.

SŁAWA

  • Kategoria: Polska
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze