Człowiek z banknotu czy człowiek z zasadami?

Adam Węgłowski

Miłośnik antyku, dziennikarz, wieloletni redaktor „Metropolu”.

130 lat temu Ludwik Waryński założył pierwszą polską partię robotniczą: Proletariat. Dziś warszawski pomnik rewolucjonisty nie może doczekać się renowacji. Waryńskiemu zarzuca się brak patriotyzmu. Tymczasem dołożył swoją cegiełkę do budowy niepodległej Polski, a jego życiorys godny jest serialu sensacyjnego

W czasach PRL-u krążył taki dowcip o stuzłotówce: „Dlaczego Waryński na banknocie jest taki smutny? Bo mu 3 zł do pół litra zabrakło” (wódka kosztowała wtedy 103 zł). Z kolei wstrząsającą „Elegię o śmierci Ludwika Waryńskiego” uczniowie w szkołach głównie parodiowali. Może po latach Waryński tak obrzydł Polakom, że nie ma sensu ratować jego pomnika?

Z jednej strony jest to problem stanu edukacji historycznej w naszym kraju, która ma się nie najlepiej. Z drugiej strony zauważmy, że postacie dalece bardziej kontrowersyjne mają swoje ulice, place, pomniki. Na przykład Roman Dmowski! Cokolwiek byśmy myśleli o Waryńskim, to nie był on posłem do rosyjskiego parlamentu, nie uczestniczył w carskich hucpach pansłowiańskich (wymierzonych m.in. w ideę niepodległej Polski), ani nie splamił się żadną formą współpracy z zaborcą…

Ale ponad niepodległość Polski Waryński i proletariatczycy stawiali rewolucję robotniczą!

Waryński chciał wyzwalać cały świat i kwestia narodowa była dla niego tylko „szczegółem” (tak ją nazwał w 1882 r.), którym nie warto się zajmować. Historia pokazała, że nie miał racji. Ale któż myślał realnie o niepodległości Polski w jego czasach, w szczycie traumy po powstaniu styczniowym? 

Później, aż prawie do roku 1918, jedyną siłą w Polsce, konsekwentnie głoszącą ideę pełnej niepodległości, była Polska Partia Socjalistyczna. I choć wyrastała z ducha konfliktu z Waryńskim, m.in. o kwestię narodową, to jednak dołączyła go do swojego panteonu „świętych”. Doceniała walor obudzenia świadomości klasowej robotników przez Proletariat, bo to doprowadziło potem do rozbudzenia świadomości narodowej. Chcąc nie chcąc, Waryński przyłożył więc swoją cegiełkę do tego, że rok 1918 przyniósł Polsce niepodległość. Zatem dzisiaj nie powinniśmy być świętsi od Piłsudskiego, Daszyńskiego czy Arciszewskiego, których zasługi nie są kwestionowane, a którzy wystawili Waryńskiemu pozytywną cenzurkę. Nie wiem, czy Waryński powinien mieć pomniki, ale swoje ulice tak – choć może nie główne.

Pamiętajmy też, że wnosił wartości ogólnodemokratyczne do życia społecznego: prowadził pracę edukacyjną, wzmacniał aspiracje robotników, pojawiała się u niego kwestia równości płci. A ikonografia proletariatczyków była taka sama jak ta z czasów powstania styczniowego. Odwoływała się do tych samych symboli. W Proletariacie wybuchł nawet spór, czy nowi członkowie przyjmowani do organizacji powinni przysięgać na krzyż. Ta  ciągłość symboliki była efektem edukacji i tego, że w organizacjach proletariackich najaktywniejsi byli synowie dawnych powstańców. Sam Waryński był synem podolskiego szlachcica. 

Nie był czasem „buntownikiem za pieniądze rodziców”?

W latach studenckich żył za pieniądze rodziców. Jednak późniejsze wspomnienia o nim wskazują, że nie śmierdział groszem. Może nie był to aż taki problem jak u Piłsudskiego – który kiedyś przyjmował Żeromskiego w samych kalesonach, ponieważ jedyne spodnie, jakimi dysponował, były chwilowo nie do użytku – ale absolutnie nie powinniśmy kojarzyć Waryńskiego i proletariatczyków ze zjawiskiem nazywanym w Polsce „kawiorową lewicą”, a w Anglii – socjalizmem z Islington. To taka dzielnica Londynu, w której zawsze osiedlało się wielu prominentów brytyjskiej lewicy, co dawało asumpt do kpin z udających rewolucjonistów dzieci z dobrych rodzin. W przypadku Waryńskiego tak nie było.

„Waryński żył i pracował wśród robotników, znał ich kłopoty i marzenia” – tak podkreślał biograf Andrzej Notkowski różnicę między nim a pozostałymi działaczami. Starał się dotrzeć do słuchaczy „przy piwie” i przedstawiał wyliczenia, ile zarabiają pracodawcy, np. na bezprawnym przesuwaniu fabrycznego zegara. Czy faktycznie pod względem propagandowym Waryński był wówczas nową jakością na polskiej scenie, bo docierał bezpośrednio do „grupy docelowej” i to z konkretnymi faktami, liczbami? 

Polscy socjaliści przeszli w krótkim czasie podobną drogę jak rosyjscy narodnicy. Ci najpierw wierzyli, że wystarczy chłopom powiedzieć, że car to kanalia, i chłopi natychmiast wywołają rewolucję. „Szalone lato” 1874 r. udowodniło, że to nie wystarczy [okazało się, że chłopi denuncjowali narodników – przyp. red.]. Druga fala narodników uznała, że trzeba zakorzenić się na wsi. Zatrudniali się tam jako lekarze, pisarze itp., a dopiero potem próbowali agitacji. To też skończyło się fiaskiem. I wtedy część narodników sięgnęła po bomby! 

W Polsce pierwsze próby agitacji też kończyły się fiaskiem. I to właśnie Waryński wyprowadził ruch robotniczy ze studenckich kółek pod strzechy. Być może dlatego, że po wyrzuceniu ze studiów w Petersburgu sam podjął pracę robotnika. Jego bezkompromisowość i prostolinijność doskonale wpisywały się w mentalność robotników. W tym sensie był nową jakością. Docierał do robotników, nawiązując do spraw bieżących. Stąd np. jego idea kas oporu [gromadzących środki na pomoc strajkującym – przyp. red.]. Nie opowiadał o przyszłej szczęśliwości całego świata, tylko o konkretach. 

Waryński wspominał np. po spotkaniu z pewnym kowalem, że ten kompletnie nie rozumie swoich interesów ekonomicznych. Agitacja proletariatczyków miała mu to uświadomić. Docierali ze swoim przekazem głównie do robotników wykwalifikowanych – tych, którzy potrafili czytać i pisać – najczęściej byli to metalowcy. 

Ale nawet Marks i Engels (dziś znienawidzeni) uznawali konieczność odbudowy niepodległej Polski jako warunek sukcesu rewolucji socjalistycznej, o którą chodziło Waryńskiemu. W tym samym czasie on twierdził jednak, że to rewolucja jest pilniejsza niż polskie marzenia o wolnym kraju.

  • Kategoria: Polska
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze