Agenci specjalni Jego Królewskiej Mości

Andrzej Fedorowicz

Dziennikarz, współpracownik organizacji pozarządowych, prowadzi szkolenia oraz projekty internetowe. Specjalizuje się w tematyce kryminalnej.

Od ujścia Wołgi po Morze Białe

„Jeżeli jeden wśród was jest, któryby na wymierzone przed sobą działo nie rzucił się, jeden nie uderzył na pięciu, gdy ja rozkażę, nie wskoczył pierwszy na mury lub w bystre i głębokie nurty, niech wynijdzie z szeregów i nie wraca! Orężem waszym będzie szabla i rusznica, łuk z sajdakiem, rohatyna, koń lekki i wytrwały. Ani wozów, ani taborów, ani ciurów nie ścierpię, wszystko nosić będziecie z sobą. Nie wymagam ja po was gładkich w szyku obrotów – natrzeć zuchwale, kiedy potrzeba rozsypać się, zmylić ucieczkę, znów się odwrócić i nieprzyjaciela doskoczyć – to dzieło wasze. Dam odpoczynek gdy czas po temu, lecz w potrzebie, w pracach waszych, znać nie będziecie ni dnia, ni nocy. Przebiegać najodleglejsze szlaki nieprzyjacielskie, krainy palić, wsie burzyć, miasta, pędzić przed sobą trzody bydła i jeńców tysiące, nie przepuszczać nikomu – to odtąd jedynym zatrudnieniem waszem”.

Aleksander Lisowski miał niespełna 40 lat, gdy wygłaszał tę mowę do swojego 2-tysięcznego oddziału. Był rok 1614, trwała wojna związana z polskimi planami obsadzenia moskiewskiego tronu. Jeszcze kilka lat wcześniej Lisowski był banitą, którego hetman Jan Karol Chodkiewicz chciał „pokarać na gardle”
za buntowanie żołnierzy w Inflantach i udział w antykrólewskich rokoszach. Kiedy jednak w 1607 roku ścigany przez prawo watażka poszedł na służbę do Dymitra Samozwańca i stworzył kozacki oddział, z którym dotarł aż do ujścia Wołgi, a w 1611 roku za te zasługi został ułaskawiony przez króla, hetman dostrzegł w charyzmatycznym żołnierzu postać mogącą sprawić Moskwie wiele problemów.

Odtąd zadaniem lisowczyków stają się głębokie rajdy w głębi rosyjskiego państwa. Jednym z celów jest odwrócenie uwagi przeciwnika od Smoleńska, w którym polski garnizon broni się od 1612 roku. Lisowski rusza na Twer, pustoszy okolice Moskwy, Suzdala i Riazania, dociera na Powołże, po czym nieoczekiwanie zmienia kierunek, by ruszyć na północ. Jego oddział dociera niemal nad Morze Białe. „Myśmy Sybir wyśledzili, białe jezioro od mnóstwa niedźwiedzi tejże farby pominęli” – wspominał wyprawę jeden z uczestników Jarosz Kleczkowski. W 1615 r. na rozkaz Chodkiewicza lisowczycy przecinają linie zaopatrzeniowe rosyjskiej armii, wywołują bunty w miastach, zdobywają między innymi Briańsk, Torsk i Galicz. Prowadzą też akcję werbunkową wśród wrogich wojsk. Legenda Lisowskiego powoduje, że na służbę do niego uciekają nawet żołnierze z oblegającej Smoleńsk armii.

„Trochę żem im przykurzył wzroku, naderwał zmysłów” – pisał w czerwcu 1615 roku Chodkiewicz do Lwa Sapiehy, zadowolony chaosu z wywołanego na zapleczu frontu. Przez ponad rok dywersja lisowczyków blokowała duże rosyjskie siły i niszczyła morale. Dla polskich dowódców był to element nacisku mają-
cy skłonić Moskwę do negocjacji pokojowych. „To samo (działania Lisowskiego – red.) prędzej nas z nimi pojedna, bo ten naród niewolniczy sine metu (łac. bez strachu – red.) nic nie uczyni” – pisał w grudniu 1615 roku Aleksander Korwin Gosiewski, jeden z dowódców obrony Smoleńska.

  • Kategoria: Polska
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus 09/2016
  • c
Komentarze