Agenci specjalni Jego Królewskiej Mości

Andrzej Fedorowicz

Dziennikarz, współpracownik organizacji pozarządowych, prowadzi szkolenia oraz projekty internetowe. Specjalizuje się w tematyce kryminalnej.

Pierwsza polska jednostka specjalna

W 1531 roku strażnikiem polnym koronnym, czyli szefem straży granicznej na „odcinku tatarskim”, zostaje 42-letni Mikołaj Sieniawski. To sławny już rotmistrz obrony potocznej. Przez pierwsze lata miała ona charakter bierny: dopiero gromadzono doświadczenia i przyglądano się taktyce Tatarów. Jeszcze w 1529 roku Sieniawski odważa się na rzecz niebywałą – organizuje wyprawę na Krym. Wyrusza latem na czele 1000 jeźdźców, jednak po dotarciu do Oczakowa wpada w pułapkę. Najpierw Tatarzy informują Sieniawskiego, że powinien zrezygnować z wyprawy, ponieważ zmieniła się sytuacja polityczna – został zawarty sojusz z polskim królem. Dowódcy idą do miasta wyjaśnić sprawę i natychmiast zostają uwięzieni. W tym czasie ich żołnierze zostają po cichu otoczeni, znienacka ostrzelani i wzięci
do niewoli. Wykupi ich z niej po kilku miesiącach hetman wielki koronny Jan Amor Tarnowski. Za brak doświadczenia trzeba płacić. Chociaż wyprawa była nieudana, kosztowna i do tego samowolna, dostarczyła wielu cennych informacji. Powierzenie Sieniawskiemu funkcji strażnika polnego koronnego oznaczało reorganizację obrony potocznej. Wyłoniona z niej straż przednia – elitarny 300–400-osobowy oddział kawalerii – była pierwszą polską jednostką specjalną. Jej zadaniem było dalekie rozpoznanie i wywiad na terytorium wroga, śledzenie ruchów wojsk i ustalanie kierunków możliwych ataków, ostrzeganie zagrożonych najazdami osiedli oraz sianie dezinformacji wśród przeciwnika. Służba w straży przedniej była skrajnie trudna i niebezpieczna. Jej rozrzucone po dużym terytorium kilkunastoosobowe grupy przemieszczały się głównie nocami, w dzień musiały doskonale się maskować. Sztuką było rozbicie i zwinięcie obozu tak, by pozostawić jak najmniej śladów. Przy czym przeciwnikiem na rozległych terytoriach nad Bohem i Dniestrem byli nie tylko Tatarzy, ale też czasem Mołdawianie. Ich także uważano za doskonałych wojowników, równych niemal „Krymcom”, a tzw. Codreanów (Mołdawian z lasów koło
Budziaku) nawet za lepszych od Tatarów. Taka formacja jak straż przednia wymagała więc wyjątkowych dowódców.

CZYM WYRÓŻNIAŁ SIĘ „SPECJALS” JEGO KRÓLEWSKIEJ MOŚCI?

Determinacja - Poddanie się nie wchodziło w rachubę. Opinia „ludzi niezwalczonych” sprawiała, że nawet dysponujący dużą przewagą liczebną nieprzyjaciel unikał walki z oddziałami polskich „specjalsów”.
Szybkość działania - Wojny z Tatarami wymagały błyskawicznej reakcji – stawką było życie tysięcy wziętych do niewoli ludzi. Doskonałe
rozpoznanie, orientacja w terenie i umiejętność jazdy konnej były tu wielkimi atutami.
Odporność - Mówiono, że „żywiła ich wojna”. Taktyka „specjalsów” wykluczała ciągnięcie taborów z zaopatrzeniem. Trzeba je było zdobyć samemu, ale też czasem wytrzymać wielotygodniowy głód.
Kondycja - Setki kilometrów w siodle, wyczerpujące marsze, przeprawy przez rzeki, obozowanie w dzikim terenie – wszystko to wymagało żelaznej kondycji. Tylko nieliczni byli w stanie służyć w jednostkach takich jak obrona potoczna dłużej niż 10 lat.
Sztuki walki - Umiejętność posługiwania się bronią białą i drzewcową czy strzelania z łuku i broni palnej nie wystarczała. W skrajnych sytuacjach przewagę dawała doskonale opanowana sztuka walki wręcz.
Specjalistyczna wiedza - Znajomość języka i zwyczajów wroga
umożliwiała „specjalsom” zdobywanie informacji wywiadowczych czy tworzenie map, ale też przedzieranie się przez tereny zajęte przez nieprzyjacielskie wojska.
Zuchwałość - Głębokie rajdy na terytorium wroga rozpraszały jego siły, dezorganizowały system obrony i zaopatrzenia, pozwalały
odciągnąć uwagę od zagrożonych odcinków. Takie akcje wymagały jednak niesłychanej pewności siebie i bezczelności.

  • Kategoria: Polska
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus 09/2016
  • c
Komentarze